Bogdan Dobosz [22.02.2009]
Czy warto kupić stare auto?
Zakup starego samochodu może być nie tylko remedium na kryzys, ale i dobrą lokatą kapitału. Tego typu okazji jest na rynku dość dużo.
Okazuje się, że popyt na stare auta nie maleje. W czasie aukcji Bonhams, przy okazji wystawy Retromobile w Paryżu, osiągnięto rekordowe ceny. Najdrożej sprzedano Bugatti 57 Atalante. Model osiągnął cenę 3,48 mln euro. Spore zdziwienie wywołała cena kabrioletu Citroena DS 23 z 1973 r. - 344,8 tys. euro. Moda na DS wyraźnie wróciła, z pogłoskami o wskrzeszeniu tego modelu. Zwykły seryjny Citroen DS w dobrym stanie osiąga teraz ceny nawet 50 tys. euro. Wyniki aukcji pokazują, że bardzo dobrą lokatą kapitału są takie auta jak Jaguar E-Type, Porsche 911, Ford Mustang czy Mercedes Coupe. Zarabiają także właściciele przechowywanych w garażach kabrioletów Peugeota 304, 404 czy 504.
Samochody, których cena zapewne wzrośnie i staną się wkrótce autami zabytkowymi, jeżdżą także po naszych drogach. W dodatku można je jeszcze kupić za przyzwoitą cenę. Może warto więc się przyjrzeć kilku tego typu okazjom. W krajach zachodnich poleca się takie samochody do codziennego użytku. W odróżnieniu od nowych aut ich cena nie spada, ale rośnie, poza tym nie ma w nich psującej się i kosztownej w naprawie elektroniki. W niektórych państwach Europy Zachodniej powstają liczne kluby kolekcjonerów, które pośredniczą w zakupach części zamiennych. Istnieje także coraz więcej specjalistycznych warsztatów zajmujących się naprawą zabytkowych aut. Taki pojazd może być dobrym rozwiązaniem dla tych, którzy rocznie pokonują od 5 do 6 tys. km i chcą być zawsze oryginalni.
Wśród dobrych okazji wymienia się np. Citroena 2CV. Model ten w dobrym stanie kosztuje we Francji około 2 tys. euro. 2-3 tys. wydamy na dobrze zachowane stare Mini. Bez problemów dostaniemy też Renault 4. Sporą liczbę egzemplarzy tego modelu, które jeździły dla francuskiej poczty czy telekomunikacji, ściągnięto na początku lat 90. i do Polski. W kraju można znaleźć także dużo samochodów produkcji niemieckiej, które staną się za jakiś czas autami kolekcjonerskimi. Niezłe ceny osiągają już nie tylko rzadkie auta, które produkowano w niewielkich seriach, ale nawet dobrze zachowane zwykłe samochody seryjne.
Prawdziwą kopalnią zabytków są - obecnie bardzo często oddawane na złomowisko - modele pochodzące z realnego socjalizmu. Krajowe Syreny czy Warszawy już są zabytkami. Podobny los czeka bardziej współczesne Fiaty 126, 125, Żuki, Nysy czy Polonezy. Tych ostatnich pozbywa się właśnie policja. A tymczasem nadal popularny u nas Fiat 126 przeżywa renesans popularności w krajach zachodnich. Dobrze zachowane egzemplarze ściągane są przez tamtejszych przewidujących kolekcjonerów.
W Polsce mamy także sporo przykładów produkcji z innych krajów obozu socjalistycznego - Wartburgi, Trabanty, Moskwicze, Zaporożce, Wołgi, Skody... Jest w czym wybierać. Niektóre samochody potrafią nawet na siebie zarabiać, choćby występując w filmach czy uatrakcyjniając rozmaite imprezy.
Warto przy tej okazji wspomnieć o tym, że nowe przepisy ułatwiają rejestrację samochodów zabytkowych, którym często brakowało potrzebnych do tego dokumentów. Pojawiły się pewne ułatwienia. Można na przykład rejestrować w ten sposób pojazdy historyczne (potwierdzenie rzeczoznawcy), które ukończyły 25 lat. Zniesiono dość wątpliwy wymóg zaprzestania produkcji danego modelu od 15 lat (niektóre firmy nie zmieniały nazwy kolejnych generacji lub rozpoczynały produkcję nowych samochodów pod starą nazwą, np. Volkswagen Garbus, co w Polsce uniemożliwiało uznanie auta za zabytkowe). W szczególnych wypadkach, jeśli chodzi o pojazd zabytkowy, dopuszcza się nawet zamiast dowodu rejestracyjnego przedstawienie oświadczenia właściciela samochodu, że takiego dowodu nie posiada.