Maciek Kalkosiński [26.04.2010]
Długi dystans: Skoda Octavia Scout
Po niedawnym podboju miasta (o tym w naszym teście możecie przeczytać tutaj) przyszła kolej na zbadanie właściwości turystycznych testowanej Octavii. Świetną okazją do tego okazał się wyjazd na targi samochodowe w Lipsku, który postanowiłem trochę przedłużyć. I tak w kilka dni na liczniku Scouta przybyło ponad 3 tys. km nawiniętych na wszelkiej maści trasach - od dziurawych polskich dróg, przez zatłoczone ulice holenderskie, aż po wymarzone niemieckie "autobahny".
Zanim jednak wyruszyłem w trasę, trzeba było zapakować pojazd. Bagażnik o pojemności 580 l to bez wątpienia jeden z największych plusów Octavii. W razie czego (jeśli ktoś na przykład wpadnie na pomysł przywiezienia z zagranicy kilku niemałych części do swojego holenderskiego roweru) bardzo szybko można tę przestrzeń powiększyć, składając dzielone oparcia tylnej kanapy (więcej miejsca, ale nierówna podłoga) lub całą kanapę (mniej miejsca, ale płaska podłoga w bagażniku).
Benzynowy silnik 1,8 TSI o mocy 160 KM w trasie sprawdza się świetnie, mocy nie brakuje nawet na autostradzie, a w kabinie, także przy większych prędkościach, jest całkiem cicho. Nawet przy mocno załadowanym aucie 250 Nm momentu obrotowego wystarcza, aby sprawnie przyspieszać na szóstym biegu już od około 80 km/h.
Zastrzeżenia mogę mieć natomiast do spalania. Jeżdżąc przepisowo po drogach krajowych, nie powinniśmy przekroczyć 6,5 l na 100 km (a spokojnie można zejść poniżej tej wartości), jednak jazda z prędkościami autostradowymi potrafi nieźle nadwerężyć nasz portfel. Już powyżej 140 km/h średnie spalanie zaczyna drastycznie rosnąć. Stała jazda z prędkościami 160-180 km/h po niezbyt zatłoczonych niemieckich autostradach owocowała spalaniem na poziomie aż 10,5 l na 100 km! Trochę to dziwne, bo kres możliwości Scouta znajduje się w okolicach 230 km/h (i da się go osiągnąć, po prosu płynnie przyspieszając). Co ważne, nawet podczas jazdy z prędkością bliską maksymalnej auto pozostaje stabilne.
Jeśli nie zamierzamy tankować co 400 km (zbiornik paliwa ma około 50 l roboczej pojemności), to nie warto zbytnio popędzać samochodu. Powiem więcej - można nawet zaplanować podróż tak, aby czasem zjechać z autostrady i cieszyć się widokami na bocznych drogach gorszej jakości (możecie nie wierzyć, ale w Niemczech też mają gdzieniegdzie dziury), z którymi Scout radzi sobie świetnie. Jadąc w ten sposób, udało mi się odkryć wiele wspaniałych zakątków, których nie ma w dużych przewodnikach.
Podczas podróżny bardzo dobrze sprawdzała się fabryczna nawigacja. Nie tylko bardzo rozsądnie wytyczała trasę i omijała korki (w Polsce system TMC ma być już niedługo dostępny), ale dysponuje ona również bardzo szeroką bazą punktów POI. Można tam znaleźć nie tylko hotele czy restauracje, lecz także atrakcje turystyczne, muzea, pomniki czy warte odwiedzenia parki. Jest to naprawdę rewelacyjna sprawa dla ludzi lubiących spontaniczne wypady.
Z informacji technicznych dotyczących naszego testu: przy przebiegu około 27 tys. km padł moduł Bluetooth w systemie audio. Szkoda, bo do tej pory sprawdzał się świetnie i co najważniejsze - dawał się sparować z iPhonem, co nie jest regułą we wszystkich samochodach. Niedługo czeka mnie więc kolejna wizyta w serwisie.
