Maciek Kalkosiński [07.06.2010]
Pierwsza jazda: Porsche Cayenne
Cayenne poprzedniej generacji na pewno nie należał do rodziny typowych SUV-ów. Był to jeden z pierwszych tego typu samochodów, który zaprojektowano z myślą o naprawdę szybkiej jeździe po asfalcie. I mimo że fani marki początkowo nie byli do niego przekonani, to już po kilku miesiącach od wprowadzenia był to najlepiej sprzedający się model Porsche. Klienci kupujący auto doceniali mocne silniki, luksusowe wnętrze oraz elegancką linię nadwozia, ale narzekali, że Cayenne ma za mało genów typowego Porsche.
Wprowadzając nową generację SUV-a Porsche, firma zdecydowała się zatem "upchnąć" w nim jeszcze więcej sportowego ducha.
Widać to już na pierwszy rzut oka. Z zewnątrz nowy Cayenne upodobnił się mocno do Caymana i Panamery. Maska z dużymi przetłoczeniami, agresywne światła i zderzaki z jeszcze większymi wlotami powietrza tworzą "twarz", która na ulicy po prostu musi budzić respekt. Tył nie jest może aż tak efektowny, ale wygląda zgrabnie i pasuje do całości.
Najlepsze wrażenie robi jednak wnętrze. Wzorowana na Panamerze konsola środkowa wygląda rewelacyjnie i jest wygodna w obsłudze. Warto zwrócić uwagę na bardzo rozbudowany zestaw zegarów, naśladujący ten z modelu 911. Jakość materiałów jest po prostu porażająca, ilość plastiku ograniczono do minimum, wiele dodatków wykonano z prawdziwego aluminium, a opcjonalna zamszowa podsufitka wygląda świetnie i potęguje sportowy klimat.
Nową generację Cayenne, tak jak poprzednika, zbudowano na podwoziu Volkswagena Touarega. Auto jest minimalnie większe od modelu poprzedniej generacji, ale jednocześnie prawie o 200 kg lżejsze. Nie myślcie jednak, że jest to jakaś bardziej luksusowa wersja Touarega. Jak twierdzą przedstawiciele Porsche, samochody mają jedynie 30% takich samych części. Reszta jest albo zupełnie inna, albo zmodyfikowana przez inżynierów Porsche.
Czuć to podczas jazdy. Cayenne jest twardsze, ostrzejsze i bardziej bezpośrednie w prowadzeniu od swojego krewniaka. Oprócz dwóch motorów V6 - benzynowego 3,6 (300 KM) i diesla 3,0 (240 KM) - ma również inne silniki, które podkreślają jego charakter.
Wersja S z motorem 4,8 V8 (400 KM) jest bez wątpienia najciekawszą ze względu na osiągi, cenę i przyjemność z jazdy, ale z racji tego, że pierwsze jazdy odbywały się na torze, ja większość czasu spędziłem w topowej odmianie Turbo.
500 KM i jeszcze twardsze i ostrzej zestrojone zawieszenie sprawiają, że jazda tym ponaddwutonowym potworem sprawia ogromną przyjemność. 4,7 s do 100 km/h oraz prędkość maksymalna 280 km/h robią wrażenie, ale teo, co najważniejsze, nie da się opisać liczbami. 700 Nm momentu obrotowego sprawia bowiem, że dla Cayenne Turbo nie istnieje prędkość, przy której nie można by zacząć naprawdę ostro przyspieszać. To auto po prostu kipi mocą i co chwilę daje o tym znać.
Regulowane zawieszenie w najtwardszym trybie pracy pozwala na prowadzanie tego kolosa z niesamowitą precyzją, a inteligentny napęd na 4 koła zapewnia optymalną trakcję. Gdy jednak znieczulimy lub wyłączymy systemy kontroli trakcji, samochód nie będzie miał najmniejszych problemów z zerwaniem przyczepności i jazdą efektownymi poślizgami nawet przy prędkościach przekraczających 100 km/h.
Niestety za takie przyjemności trzeba słono zapłacić. Ceny wersji Turbo rozpoczynają się w Polsce od około 570 tys. zł. Najtańsza odmiana V6 to wydatek minimum 280 tys. zł.
