Maciek Kalkosiński [27.11.2010]
Pierwsza jazda: Volkswagen Passat VII
Na pierwszy rzut oka najnowszy Passat nie różni się zbytnio od poprzednika. W aucie wprowadzono jednak tak dużo zmian, że zostało ono zaklasyfikowane jako zupełnie nowy model, a nie model po liftingu. Czy słusznie? Postaram się to ustalić.
Z zewnątrz nowości są chyba najbardziej widoczne. Przód ujednolicony z innymi samochodami marki oraz tył ewidentnie nawiązujący do dużego Phaetona wyglądają świeżo, zostały zaprojektowane w typowym dla Volkswagena stylu, tzn. nie mają wywracać wszystkiego do góry nogami, ale jedynie sprawiać wrażenie lekkiego odświeżenia.
To samo dotyczy wnętrza. Wsiadając do auta po raz pierwszy, mamy wrażenie, że właściwie nic się nie zmieniło. Dopiero po chwili uważnego przyglądania się zauważymy, że nowe plastiki są odpowiednio miękkie (nawet na boczkach drzwi), a część z nich ma nieco inny kształt. Nowością jest na przykład analogowy zegar umieszczony nad ekranem nawigacji czy elektroniczny hamulec ręczny.
Niestety muszę skrytykować charakterystyczną listwę biegnącą przez środek konsoli centralnej. W samochodzie poprzedniej generacji była ona wykonana z prawdziwego metalu, a tu jest plastikowa.
Miłą odmianą są za to nowe warianty kolorystyczne wnętrza. Na przykład egzemplarz, którym jeździliśmy podczas prezentacji, miał brązową deskę rozdzielczą, co dodawało mu uroku.
Zmiany widoczne gołym okiem to jedno, a modyfikacje techniczne to drugie. Bardzo istotną rzeczą jest na przykład wyciszenie wnętrza w nowym modelu. Nie tylko poprawiono maty wygłuszające w drzwiach i podłodze, ale zamontowano na przykład szyby ze specjalną warstwą tłumiącą, dzięki czemu we wnętrzu auta panuje przyjemna cisza, nawet podczas bardzo szybkiej jazdy.
Mocną stroną nowej generacji jest również wyposażenie. Volkswagen w tej kwestii wyraźnie wzorował się na bardzo chwalonym Oplu Insignii. W nowej generacji możemy zamówić między innymi adaptacyjny tempomat, system automatycznego hamowania w mieście (jeśli auto wykryje przeszkodę, automatycznie zatrzyma się z prędkości do 30 km/h), system rozpoznawania znaków drogowych, elektronicznie regulowane zawieszenie czy automatyczne światła drogowe.
Co ciekawe, sporo z nowych gadżetów dostępnych jest już w standardowym wyposażeniu poszczególnych wersji (są trzy: Trendline, Comfortline i Highline), które zostało mocno wzbogacone. Od samego początku dostępne są też atrakcyjne pakiety wyposażenia dodatkowego. Za 990 zł można do podstawowej wersji dokupić na przykład tempomat, czujniki parkowania z przodu i z tyłu z wizualizacją na ekranie radia, boczne poduszki powietrzne dla zewnętrznych siedzeń z tyłu, system bezkluczykowego dostępu i uruchamiania pojazdu oraz zestaw telefoniczny.
Pod maską nowego Passata docelowo pracować może jeden z dziesięciu silników. Na początek dostępne są diesle 1,6 TDI 105 KM oraz 2,0 TDI 140 lub 170 KM, a także motory benzynowe 1,4 TSI 122 KM i 150 KM (wersja na gaz ziemny), 1,8 TSI 160 KM oraz 2,0 TSI 211 KM. Z czasem dołączą do nich inne jednostki napędowe, w tym 300-konna 3,6 V6, oraz kilka odmian ekologicznych, zarówno z silnikami Diesla, jak i benzynowymi. Wszystkie oferowane motory mają możliwość współpracy ze skrzyniami DSG (6- lub 7-biegowymi), a do najmocniejszych odmian można dokupić napęd 4Motion.
Producent twierdzi, że zarówno do silników, jak i skrzyń biegów wprowadził szereg poprawek mających na celu ograniczenie spalania, dzięki czemu nowy Passat może palić nawet o 1/5 mniej niż auto poprzedniej generacji z tym samym silnikiem.
Do jazd testowych wybrałem samochód z pochodzącym ze środkowego przedziału cenowego silnikiem 1,8 TSI. Już po chwili jazdy dało się zauważyć, że auto jest naprawdę ciche i jeździ bardzo płynnie. Skojarzenia z limuzynami klasy wyższej są tu jak najbardziej na miejscu. Nowe elektroniczne gadżety sprawiają, że kierowca ma naprawdę nie wiele do roboty. Trzeba jednak przyznać, że jeśli tylko chcemy, jazda Passatem może sprawiać sporo przyjemności. Żwawa reakcja na gaz, idealnie pracujący układ kierowniczy i przyjemna skrzynia biegów sprawiają, że dynamiczne pokonywanie kilometrów wywołuje uśmiech na twarzy kierowcy. Wydaje się, że zawieszenie nowej generacji jest minimalnie twardsze niż u poprzednika. Pracuje za to wyraźnie ciszej. Auto, którym jeździliśmy, nie miało opcjonalnego systemu regulacji zawieszenia, który na pewno znacznie podniósłby komfort jazdy. Niemniej nie była to twardość szczególnie uciążliwa, nawet na drogach gorszej jakości.
Zmiany w modelu nowej generacji wymagają chwili, aby je dostrzec i docenić. Mają jednak sens. Dzięki nim Passat stał się samochodem jeszcze bardziej dopracowanym i przyjaznym kierowcy. Nie jest to auto rzucające się w oczy czy szczególnie reprezentacyjne. Za cenę rozpoczynającą się od 85 tys. zł otrzymujemy jednak pojazd dopracowany w najdrobniejszym szczególe. I co najważniejsze, jest to jedno z tych aut, którymi można przemierzać komfortowo setki kilometrów, bo długie podróże Passatem nie męczą ani kierowcy, ani pasażerów. Dla kogoś, kto pokonuje rocznie kilkadziesiąt tysięcy kilometrów, nie ma nic lepszego.
