[01.10.2010]
Pierwsza jazda: Volkswagen Sharan
Koncern Volkswagena w 2010 r. nie próżnuje. Włodarze marki przeszli do zmasowanej ofensywy i po premierze kolejnych generacji Touarega i Tourana zaprezentowali nowe wcielenie wysłużonego już Sharana. Najwyższy czas - chciałoby się rzecz, ponieważ poprzednia generacja jest z nami nieprzerwanie od 1995 r. W międzyczasie przytrafił się jej lifting, lecz była to zmiana raczej kosmetyczna. W obecnych realiach można uznać to za wielki wyczyn, ponieważ jako auto rodzinne jeden egzemplarz pomógł wychować pokolenie dzieci.
Projekt nowego Sharana wyszedł spod ręki nadwornego designera grupy VAG - Waltera de Silvy. Kilka swoich pomysłów dorzucił także Klaus Bischoff, architekt obecnego stylu Volkswagena. Owocem pracy tych panów jest eleganckie i czyste nadwozie, cechujące się prostymi liniami i minimalizmem. Obecne wcielenie vana wygląda dostojnie, a charakterystycznie ukształtowana atrapa chłodnicy zakończona po obu stronach opływowymi reflektorami dodaje mu animuszu i dynamiki.
Przyznam się Państwu, że raczej nie zaliczam się do osób posiadających dużą rodzinę i ilekroć myślę o pojazdach do przewozu większej liczby pasażerów, na myśl przychodzą mi autobusy. Na pierwszy rzut oka Sharan ma się nijak do autobusu, lecz gdy przyjrzymy mu się bliżej, nie sposób nie zauważyć kilku wspólnych pierwiastków.
Po pierwsze - i najważniejsze - podróżowanie Sharanem, tak jak autobusem, jest tanie. Dzięki bogatej gamie silników wyposażonych w autorską technologię BlueMotion średnie spalanie w którejkolwiek wersji silnikowej nie powinno przyprawiać o zawroty głowy. Wersja 2,0 TDI, którą podróżowaliśmy, cechowała się spalaniem w granicach 6,2 l/100 km. Jak na rodzinny transporter o takich gabarytach jest to bardzo dobry wynik.
Po drugie, koniec kłótni o to, kto usiądzie w pierwszym rzędzie za kierowcą, aby widzieć drogę. Dzięki drugiemu rzędowi siedzeń usytuowanemu na podwyższeniu pasażerowie bez zbędnych akrobacji mogą widzieć, co dzieje się przed autem. Ponadto dzięki szerszemu o 9,2 cm w porównaniu do poprzedniej generacji nadwoziu nie mogą oni narzekać na brak miejsca (obecny model jest o 22 cm dłuższy i nieznacznie niższy - o 1,2 cm). Widać zatem gołym okiem, że Volkswagen skrupulatnie eliminuje pudełkowe kształty swoich aut rodzinnych. Kończąc temat wymiarów, warto także dodać, że współczynnik oporu powietrza został zmniejszony o 5%.
Po trzecie, na miejsca pasażerskie do Sharana, podobnie jak ma to miejsce w wypadku autobusu, możemy dostać się przez rozsuwane automatycznie drzwi. Dzięki takiemu rozwiązaniu dostęp do tylnej kanapy jest prostszy, a i wysiadanie na zatłoczonych parkingach łatwiejsze. Co do tylnych drzwi - do wyboru mamy dwa rozwiązania otwierania: manualne bądź automatyczne. Ciekawych informuję, że w wypadku otwierania automatycznego auto wyposażone jest w czujniki zapobiegające przytrzaśnięciu przedmiotów (w tym palców) podczas zamykania. Przyciski sterowania drzwiami znajdują się na tylnych słupkach oraz na konsoli centralnej, tuż pod panelem sterowania klimatyzacją.
O wnętrzu nowego Sharana można pisać wiele, ponieważ istnieje wiele możliwości jego konfiguracji. W podstawowym rozwiązaniu jest ono pięciomiejscowe (2+3). Mamy także możliwość zamówienia wersji sześciomiejscowej (2+2+2) i siedmiomiejscowej (2+3+2). W każdym z wariantów po złożeniu tylnych rzędów foteli otrzymujemy 2,1 m płaskiej powierzchni. Dzięki temu w ekstremalnych przypadkach Sharan może służyć za wygodną dwuosobową sypialnię bądź auto do drobnych przeprowadzek. Poza 33 schowkami wewnątrz kabiny do dyspozycji mamy 855 l przestrzeni bagażowej oddzielonej od przedziału pasażerskiego siatką. Takie rozwiązaniu pozwala zapomnieć o przedmiotach latających po samochodzie przy ostrzejszym hamowaniu.
Z kolei z przodu kabiny wieje lekką nudą, ale jest do bólu prawidłowo i ergonomicznie. Plastiki zastosowane do wystroju wnętrza są dobrze spasowane i nie ma strachu, że tuż po upływie okresu gwarancyjnego zaczną skrzypieć. W centralnej części konsoli zamontowano ekran dotykowy do sterowania multimediami, panel sterowania klimatyzacją (w standardowej wersji trójstrefową) oraz listwę z przyciskami do sterowania gadżetami dostępnymi w wysokich wersjach wyposażenia. Mieści ona przyciski otwierania tylnych drzwi, włączniki systemu Park Assist i adaptacyjnego systemu zawieszenia DCC. Ponadto z Volkswagenowskich systemów wspomagających dostępne są jeszcze Rear Assist, czyli kamera cofania, oraz Light Assist, czyli system sterowania oświetleniem zewnętrznym auta. Producent konsekwentnie dąży do ujednolicenia dostępnej gamy pakietów wyposażenia, i - jak to ma miejsce w wypadku Passata i Tourana - do dyspozycji mamy jego trzy wersje: Comfortline, Trendline i Highline.
Jazda Sharanem nie przypomina prowadzenia rodzinnego vana o masie przekraczającej 1,6 t. Jak już wspomniałem, auto jest szersze i niższe, co pozytywnie wpływa na jego właściwości jezdne. Na nieprzyzwoicie krętych i wąskich drogach Norwegii nowy Volkswagen prowadził się bardzo poprawnie. Niestety stan nawierzchni u Skandynawów dramatycznie różni się od naszego, dlatego nie dane nam było sprawdzić, jak Sharan reaguje na nierówności. Silnik 2,0 TDI o momencie obrotowym 310 Nm i mocy 140 KM zapewnia zapas mocy, zarówno do spokojnej jazdy, jak i wyprzedzania.
Ceny nowego Sharana zaczynają się od 99,9 tys. zł za wersję benzynową 1,4 TSI (150 KM), a kończą na 138,69 tys. zł za diesla z automatyczną skrzynią biegów DSG i o mocy 170 KM.
Reasumując, wprowadzenie nowej wersji Sharana było dobrym krokiem ze strony Volkswagena. Stara generacja była mocno wysłużona, a z jej designu i wnętrza wiało zapachem muzeum. Dzięki technologii BlueMotion Volkswagen może na nowo stanąć w szranki z takimi tuzami segmentu, jak Ford Galaxy czy Renault Espace. Wyposażenie podstawowe z siedmioma poduszkami powietrznymi, wspomnianą trójstrefową klimatyzacją i porządnym systemem audio oferuje wygodę bez narażania klienta na duże koszty. Reprezentujący niezbyt ekscytujący segment samochodów do przewozu ludzi (ang. people carriers), Sharan kusi atrakcyjną stylistyką i przystępnymi cenami.
Łukasz Soska
