Maciek Kalkosiński [28.06.2007]
Test: Audi TT 3,2 FSI Quattro
Ciężko, bardzo ciężko napisać mi coś o nowym TT. Zamiast pisać, wolałbym jeszcze trochę nim pojeździć.
TT najnowszej generacji jest samochodem dojrzalszym (a co ważniejsze, bardziej męskim) od poprzedniego modelu, który często kojarzy się z pojazdem dla kobiet. Nowa karoseria jest agresywniejsza i nawiązuje do aktualnej linii modelowej marki. Świetnie wyglądają przednie lampy z diodowymi postojówkami oraz tylny, elektrycznie wysuwany spojler.
Jeśli dodamy do tego charakterystyczną linię tyłu, możemy dopatrzyć się pewnych nawiązań do Porsche. Oczywiście żaden klient Audi nie będzie miał tego za złe konstruktorom. Samochód z zewnątrz jest niewielki, więc nie będę rozpisywać się więcej na temat jego karoserii. Proponuję od razu wskoczyć do środka.
Pamiętam swoją reakcję, gdy pierwszy raz otworzyłem drzwi naszej "testówki". Moja szczęka z lekka odbiła się od kolana i przez chwilę pozostawała w dole obijając się o kostki.
Czerwona skóra w połączeniu z czarnym lakierem wygląda po prostu bosko. Podziw budzi bardzo wysokiej jakości tworzywo na desce rozdzielczeji kilka aluminiowych detali (nie za dużo). Wygodna wyścigowa kierownica ze spłaszczonym dołem wymaga przyzwyczajenia przy przejeżdżaniu przez ronda i manewrowaniu, ale wygląda zawodowo.
Fotele są wygodne, chociaż nie można powiedzieć, by były rewelacyjne. W zakrętach trzymają prawidłowo, jednak mnie brakowało podparcia pod kolanami (za krótkie siedzisko).
W kabinie wszystko jest na wyciągnięcie ręki. Przy odrobinie wysiłku można nawet dotknąć tylnej szyby. Mimo niewielkich rozmiarów samochodu wyższe osoby nie powinny narzekać. Problem zaczyna się jedynie, gdy potrzebujemy przewieźć kogoś z tyłu. Kanapa jest wąska, miejsca na nogi nie ma, a na głowę jest jeszcze mniej. Wystarczy jednak trochę samozaparcia i kilka kilometrów w cztery osoby przejechać można.
Pod maską testowanej TeTetki twardo mruczał widlasty silnik V6. 250 KM i 320 Nm dostępnych już od 2500 obr./min; taka bestia robi wrażenie, zwłaszcza w tak małym samochodzie. Napęd quattro pozwala na rakietowy start spod świateł bez walki z uślizgiem kół. Przyspieszenie do 100 km/h w niecałe 6 sekund jest widowiskowe. Do 200 km/h TT rozpędzić można w 23 sekundy, a prędkość maksymalna wynosi około 270 km/h (brak ogranicznika).
Na dodatek takie osiągi nie są okupione żadnymi niedogodnościami, jeśli chodzi o codzienne użytkowanie. Silnik jest niezwykle elastyczny. Tak naprawdę nie ma znaczenia, na jakim biegu jedziemy, bo zawsze możemy liczyć na zapas mocy pod prawą nogą. Obroty użyteczne zaczynają się już przy 1 tys. a kończą przy 7 tys. obrotów.
Kiedy jedziemy spokojnie, widlasta szóstka mruczy cicho i nie przeszkadza w rozmowach w kabinie, ale gdy chcemy pocisnąć, odzywa się pięknym i rasowym rykiem.
Spalanie odpowiada osiągom. Nie należy liczyć na cuda, ale nie ma też powodów do narzekań - gdy jedziemy spokojnie, samochód spala 7-10 litrów, gdy natomiast chcemy pojechać tak, jak ten samochód potrafi - 12 do 16 litrów. Ze względu na przyjemność z jazdy można to przeboleć.
Jedyną wadą, jakiej mogę się doszukać w TT, jest dosyć ciężko chodzące sprzęgło, które wymaga męskiej nogi. Całodzienna jazda po mieście nie jest tutaj czymś, co wspomina się z rozrzewnieniem, wystarczy jednak znaleźć kawałek prostej, aby zapomnieć o problemach. A w momencie wjechania w zakręt uśmiech sam pojawia się na twarzy.
Mała wysokość i twarde, sportowe zawieszenie przynoszą wiele frajdy podczas jazdy po krętych drogach. Jeśli dodamy do tego pewnie pracujący i dający dobre wyczucie układ kierowniczy, otrzymamy pojazd, którym można pojawić się na torze.
Ceny TT z testowanym silnikiem 3,2 FSI, manualną skrzynią biegów i napędem na 4 koła rozpoczynają się od 189 tys. zł. Moim zdaniem warto wydać tyle pieniędzy, bo TT 3,2 jest samochodem dojrzałym i rasowym. Daje bardzo dużo radości podczas prowadzenia i jednocześnie nie wymusza stale sportowego stylu jazdy. Jedno, co mogę polecić, to zastanowienie się nad wersją roadster, która idealnie sprawdzi się jako pojazd rekreacyjny.