Maciek Kalkosiński [02.10.2010]
Test: BMW 335ix Coupe
Chyba każdy choć przez chwilę marzył o BMW M3. Czasem jednak, gdy przychodzi czas, że podejmujemy decyzję o zakupie takiego auta, okazuje się, że posiadanie go jest, owszem, fajne, ale jeżdżenie nim na co dzień - już niekoniecznie. Choć producenci w tym zakresie zrobili znaczące postępy, to i tak nie zawsze warto kupić model z samego szczytu cennika. I choć może się to wydawać dziwne, to uważam, że prezentowane 335ix Coupe jest tego dobrym przykładem.
Seria 3 coupe po liftingu wygląda po prostu świetnie. Zresztą tak samo jak wersja sprzed liftingu, bo przeprowadzone zmiany okazały się naprawdę znikome (minimalnie inne wloty powietrza, lusterka oraz światła -zarówno przednie, jak i tylne - oparte na technologii LED). I choć model M3 wypada tu znacznie lepiej pod względem stylistycznym, to testowane auto wyposażone w ładne i duże alufelgi oraz ciekawy lakier naprawdę potrafi zwrócić na siebie uwagę.
To samo tyczy się zresztą wnętrza, które dzięki pakietowi M właściwie nie ustępuje mocniejszemu kuzynowi. Gruba kierownica i superwygodne fotele to elementy, których nie można przeoczyć.
Co ciekawe, wersja po liftingu w zasadzie niczym nie różni się od poprzednika. Trochę szkoda, bo wnętrze, choć wzorowe pod względem ergonomii i całkiem przyjemne dla oka, zdążyło się już nieco opatrzeć i miło by było zobaczyć coś nowego.
Pod względem ilości miejsca w środku odmiana coupe jest przestronniejsza od kabrioletu, w zasadzie nie różni się od sedana. Oczywiście trudniej zająć tu miejsca z tyłu, ale dzięki temu, że zamiast kanapy mamy dwa osobne fotele (auto jest czteroosobowe) siedzi się tu całkiem wygodnie i bez problemu można odbyć nawet długą podróż. Jeśli chodzi o podróże, to zawieść nie powinien też bagażnik. 430 l równej i dobrze dostępnej przestrzeni pozwoli zapakować parę większych walizek.
Zawieszenie naszego BMW 335ix pozbawione było elektronicznych bajerów (znanych choćby właśnie z M3) pozwalających sterować jego twardością, jednak w zasadzie nie było czego żałować. "Trójka", jak łatwo się domyślić, wyśmienicie radzi sobie na krętych drogach i autostradach, ale potrafi też pozytywnie zaskoczyć na nierównych asfaltach. Kierowca cały czas idealnie czuje auto i podłoże, po jakim jedzie, jednak nierówności wybierane są cicho i płynnie, pozwalając na komfortowe przemierzanie kilometrów.
Testowany samochód wyposażony był w napęd na 4 koła, który jest oczywiście największą przewagą tej odmiany nad sportową M3. Oczywiście BMW do perfekcji dopracowało napęd na tył i dzięki zaawansowanej elektronice nawet w trudnych warunkach nie powinniśmy mieć problemów z opanowaniem tych aut, to jednak warto zastanowić się nad odmianą z napędem na 4 koła. Pozwala ona nie tylko na znacznie pewniejsze przemieszczanie się w trudnych warunkach (na przykład w dużym deszczu czy śniegu), ale także umożliwia znacznie szybszą jazdę mniej doświadczonym kierowcom.
Motor 335ix ma moc 306 KM i choć jest aż o 120 KM słabszy od tego, który pracuje pod maską M3, to ma nad nim jedną zasadniczą przewagę. Dzięki zastosowaniu turbosprężarki (teraz jednej z dwoma wirnikami zamiast dwóch) identyczny jak w M3 moment obrotowy wynoszący 400 Nm dostępny jest tu wcześniej i w szerszym zakresie obrotów. Do pełni szczęścia brakuje jedynie dwusprzęgłowej skrzyni biegów, która niestety nie jest dostępna w autach z napędem na 4 koła (możemy ją zamówić do tylnonapędowego 335i), choć z drugiej strony tradycyjny automat BMW spisuje się całkiem nieźle. Skrzynia sprawnie reaguje na dodanie gazu, a biegi zmieniane są szybko i przede wszystkim bez najmniejszych szarpnięć czy innego dyskomfortu dla kierowcy.
Mimo wolniejszej skrzyni odmiana z napędem na 4 koła jest i tak szybsza do 100 km/h o 0,1 s od tradycyjnej "tylnonapędówki" i osiąga tę prędkość w 5,4 s, czyli zaledwie o 0,9 s wolniej niż M3. Przynajmniej na suchej nawierzchni, bo na wilgotnym asfalcie (o deszczu czy śniegu nie wspominając) to właśnie 335ix będzie górą w pojedynku spod świateł.
335ix ma jeszcze jedną niezaprzeczalną przewagę nad M3, a mianowicie cenę. Właścicielem tej odmiany możemy się stać już za 237 tys. zł, czyli za kwotę o ponad 100 tys. zł niższą, niż trzeba zapłacić za M3 z tym samym nadwoziem. Testowana, mocno doposażona (choćby we wspomniany pakiet M w wnętrzu) odmiana to wydatek około 310 tys. zł, ale to i tak niezła okazja.
Foto: Paweł Kaczor (http://kaczy.carbonmade.com/)
