Maciek Kalkosiński [07.04.2010]
Test: Caterham Roadsport 175 SV
Wiosna jest wokół nas! Choć temperatury jeszcze nie są zbyt wysokie, to słoneczko przygrzewa na tyle mocno, że postanowiłem zakosztować nieco świeżego powietrza. Czy można znaleźć na to lepszy sposób niż przejażdżka sportowym roadsterem?
Marka Caterham jest dostępna na naszym rynku od ostatniej jesieni. Do tej pory udało mi się pojeździć modelem R300, który ze względu na osiągi nadaje się raczej do użytku torowego (choć nie wątpię, że znajdą się maniacy chcący używać go do jazdy po mieście). Tym razem jednak, zamiast wyciskać siódme poty na torze, postanowiłem powłóczyć się po mieście, a do tego idealny wydaje się słabszy - 177-konny Roadsport.
Co odróżnia go od pozostałych aut tej marki? W zasadzie wszystkie wyglądają prawie identycznie, jednak diabeł jak zawsze tkwi w szczegółach. Roadsport 175 jest przede wszystkim najtańszym modelem z 2-litrowym silnikiem (ceny rozpoczynają się od około 145 tys. zł). W standardzie ma on również cały pakiet zabezpieczający przed złą pogodą, to znaczy drzwi, przednią szybę i dach oraz przydatną do jazdy w gorszą pogodę nagrzewnicę. Jego zawieszenie nie jest też aż tak twarde jak w modelach R (nadal jesteśmy w zakresie twardości kamienia, ale tu jest to, powiedzmy, piaskowiec, a nie granit, jak w modelu R).
W wersji SV Roadsport ma również o 10 cm szerszą kabinę, co bezpośrednio przekłada się na wygodę podróżowania w dwie osoby i pozwala zabrać minimalnie większą ilość bagażu (bagażnik ma 120 l). W zajęciu miejsca we wnętrzu pomaga trenowanie, ale gdy już się tam znajdziemy, trudno na cokolwiek narzekać. Siedzi się maksymalnie nisko, ale fotele są dosyć wygodne, a szelkowe pasy bezpieczeństwa pozwalają zjednoczyć się z autem.
Nie ma najmniejszych wątpliwości, że mamy do czynienia z najwyższej klasy autem sportowym, a właściwie wyczynowym. Każdego Caterhama charakteryzuje absolutny minimalizm, ale nie należy mylić go z tandetą. Zegarów i przełączników jest tu niewiele, ale te, które są, wykonano solidnie i schludnie. Początkowo pewne wątpliwości budziły u mnie kierunkowskazy uruchamiane przełącznikiem na desce, a nie dźwigienką, ale bardzo szybko można się do nich przyzwyczaić i używanie ich nie jest aż takie problematyczne.
Oczywiście pod warunkiem, że nie dociskamy gazu do podłogi, bo choć jest to podstawowa odmiana Caterhama o nieco wyższej niż modele R masie (545 kg), to jej osiągi nadal pozostają na najwyższym poziomie, Na jedną tonę masy przypadają tu 324 KM, co pozwala rozpędzić się do 100 km/h w 4,9 s i osiągnąć maksymalnie 220 km/h.
Pochodzący z Forda silnik został tak przerobiony, że teraz wyraźnie lubi wysokie obroty i budzi się do życia w okolicach 4 tys. obrotów, by potem z potężną siłą dokręcić do okolic 7 tys. obrotów. W mieście, nawet jeśli chcemy jechać dynamicznie, wcale nie musimy ciągnąć aż tak wysoko. Niska masa sprawia, że motor właściwie nie protestuje przed jazdą nawet od 2 tys. obrotów i czyni to wyjątkowo płynnie.
Warto wspomnieć, że niska masa pozytywnie wpływa na spalanie. Podobno lekko jadąc w trasie, można zużyć nawet około 7 l na 100 km. W mieście przy średnio ostrej jeździe jest to około 10-11 l, co przy takich osiągach trzeba uznać za prawdziwą rewelację. 40-litrowy zbiornik paliwa pozwala zatem na przejechanie przynajmniej 300-350 km.
Ponarzekać muszę jedynie na dźwięk, jaki wydobywa się spod maski i z wydechu. Jako producent małoseryjny Caterham nie musi obowiązkowo montować w swoich autach systemu ABS czy podsuszek powietrznych, ale jego silnik musi spełniać aktualne normy czystości spalin i regulacje dotyczące głośności. Dlatego zamiast rasowego ryku i szumu otrzymujemy "brzęko-gruchot" spod maski i cichutkie burczenie z wydechu.
Sama jazda w warunkach miejskich o dziwo nie sprawia najmniejszych trudności. Oczywiście stanie w korkach nie należy do przyjemnych choćby dlatego, że w aucie szybko robi się gorąco, ale elementy takie jak sportowe sprzęgło czy zawieszenie o bardzo niskim skoku nawet w Warszawie nie dają się mocno we znaki. Uważać trzeba jedynie na tzw. śpiących policjantów, gdyż bardzo mały prześwit sprawia, że jeśli najedziemy na nie z większą prędkością, możemy przytrzeć podwoziem. Wycieczka na dach parkingu jednego z modnych centrów handlowych wymagała więc ostrożności i wolnej jazdy, ale reakcje innych kierowców na Caterhama są tak pozytywne, że nikt nawet przez sekundę nie użył klaksonu, gdy z prędkością żółwia wspinałem się na wystające z ziemi spowalniacze (gdyby to było moje auto, po prostu zainstalowałbym płytę ochronną pod silnikiem i prześlizgiwał się po takich przeszkodach).
Poza torem wyścigowym Caterham potrafi więc nadal zaplusować. Oczywiście jazda po mieście nie jest nawet w ¼ tak wygodna jak jakimkolwiek tradycyjnym samochodem, a poruszając się po słabych nawierzchniach, trzeba wykazywać się ostrożnością, jednak mimo wszystko można nadal czerpać przyjemność z jazdy, czując wiatr we włosach i ogromny zapas mocy pod prawym pedałem. A przecież właśnie po to kupuje się Caterhama.
