Test: Chevrolet Captiva 2,2 diesel
Kluczowe fakty
Silnik: 4 cylindrowy, diesel, 2,2
Moc: 184 KM
Moment obrotowy: 400 Nm
Przyspieszenie od 0 do 100km/h: 9,4 s.
Prędkość maksymalna: 200 km/h
Śr. spalanie w mieście: 9 l/100 km
Śr. spalanie na trasie: 8 l/100 km
Pojemność bagażnika: 447 litrów
Cena: 131 990 zł za testowany egzemplarz
Najważniejsi konkurenci: Opel Antara, Hyundai SantaFe
Na takiego Chevroleta czekaliśmy!
Po tygodniu spędzonym za kierownicą nowej Captivy nadal nie mogę wyjść z podziwu. Nigdy nie był to zły samochód, ale aby można było nazwać go dobrym, również nieco mu brakowało. Owszem, miał niezły układ jezdny, pojemne wnętrze i bardzo rozsądnie skalkulowaną cenę. Trudno było się jednak w nim zakochać, bo w zasadzie niczym specjalnym nie wyróżniał się z tłumu. W wypadku najnowszej generacji Captivy o dziwo udało się tchnąć w nią życie i nadać jej tyle charakteru, że bez skrępowania mogę powiedzieć, że jest to jeden z najciekawszych SUV-ów dostępnych na rynku.
Jak lubią powtarzać przedstawiciele tej firmy, Chevrolet jest globalną marką o amerykańskich korzeniach. To "dziedzictwo" jest wyraźnie widoczne w stylistyce nowego modelu. Auto zmężniało i przynajmniej optycznie nabrało muskulatury. Potężny grill i agresywne światła robią bardzo dobre wrażenie i stanowczo mogą się podobać. Szkoda, że podobnie nie przerobiono tyłu. Nieco inny zderzak z mocniej uwydatnioną podwójną końcówką układu wydechowego jest trochę zbyt delikatny w porównaniu do reszty samochodu. Dzięki pomysłowo poprowadzonym przetłoczeniom i ciekawie dobranym matowym dodatkom całość wygląda jednak spójnie i "amerykańsko".
We wnętrzu w oczy rzuca się przede wszystkim spory skok naprzód, jeśli chodzi o jakość zastosowanych materiałów. Skóra stała się bardziej skórzana, a plastiki - przyjemniejsze w dotyku. Użycie kilku rodzajów tworzywa, o różnych kolorach i fakturach, sprawia, że całość wygląda drogo i nie nudzi się po kilku minutach. Mógłbym ponarzekać na pozbawione polotu zegary, toporny komputer pokładowy czy słaby zestaw audio, ale w sumie to aż tak bardzo mi to nie przeszkadzało. Po zajęciu miejsca w środku po prostu czułem się dobrze i cieszyłem się klimatem auta.
O dziwo, amerykańskiego ducha Chevroleta nie psuł nawet pracujący pod maską diesel. Powiem więcej: doskonale pasował on do klimatu całego samochodu. Diesel o pojemności 2,2 l produkuje niezbyt imponujące 184 KM mocy i 400 Nm momentu obrotowego. Jak na ważący 1850 kg samochód z napędem 4x4 i klasycznym automatem to niezbyt dużo. Niemniej jednak wystarcza to, aby osiągać 100 km/h w 9,4 s i rozpędzać się do 200 km/h, co jakimś szczególnie złym wynikiem nie jest.
Wrażenia zza kierownicy są jednak porównywalne do jazdy typowym amerykańskim V8. Gdy dodajemy gazu do podłogi, auto żwawo wkręca się na obroty i sprawnie wyskakuje do przodu (niestety bez przyjemnego dla ucha bulgotu, a z raczej przeciętnym rechotem czterech wysokoprężnych cylindrów). Po odpuszczeniu pedału gazu obroty spadają i samochód spokojnie "szybuje". Efekt? Zadziwiające spalanie: 9 l na 100 km podczas jazdy w mieście i około 8 l na 100 km na trasie.
Wyjątkowo dobrze w porównaniu do poprzednika wypada układ kierowniczy nowej Captivy. Kierownica nie pracuje już tak "gumowo" i znacznie lepiej można wyczuć auto podczas pokonywania zakrętów. Zawieszenie, szczególnie dla miłośników samochodów amerykańskich, może okazać się zbyt twarde, ale moim zdaniem jest całkowicie do zaakceptowania.
O wadach Captivy najlepiej pomaga zapomnieć rzut oka na cennik. Testowane auto kosztowało około 132 tys. zł. Bardzo bogato wyposażony siedmioosobowy SUV z dieslem i automatyczną skrzynią biegów w cenie przeciętnej limuzyny? To właśnie jest okazja, na jaką czekało wiele osób!
00:11 [08.02.2012]
Gość00:29 [08.02.2012]
Gość00:56 [08.02.2012]
Gość01:06 [08.02.2012]
Gość08:09 [08.02.2012]
Gość08:44 [08.02.2012]
Gość08:50 [08.02.2012]
Gość09:29 [08.02.2012]
Gość09:55 [08.02.2012]
Gość10:16 [08.02.2012]
Gość