Maciek Kalkosiński [15.06.2010]
Test: Chevrolet Spark 1,0
Gdyby ktoś powiedział mi, że za 36 tys. zł można kupić czteroosobowy samochód z radiem z CD i mp3, klimatyzacją, oszczędnym silnikiem oraz ciekawą stylistyką wnętrza i nadwozia, na pewno bym nie uwierzył. Przynajmniej do momentu, w którym odebrałem testowego Chevroleta Sparka.
Najmniejszy Chevrolet został zaprojektowany od podstaw i podobno ma teraz więcej wspólnego z Oplem niż z koreańskimi "wynalazkami" sprzed kilkunastu lat. Trudno to jednoznacznie stwierdzić, ale już na pierwszy rzut oka można zauważyć, że projektanci mieli sporo dobrych pomysłów. Gdyby pominąć żenująco małe 13-calowe felgi (można dokupić większe, aluminiowe), nadwozie nowego Sparka naprawdę może się podobać. Duży grill i ogromne reflektory w połączeniu z licznymi agresywnymi przetłoczeniami i kolorowymi tylnymi lampami tworzą mieszankę nieco komiksową, ale dobrze pasującą do miejskiego samochodu. Umieszczenie tylnych klamek w słupkach z pewnością dodaje autu sportowego ducha, który jest widoczny również we wnętrzu.
Po zajęciu miejsca w środku w oczy od razu rzucają się nietypowe, wzorowane na motocyklowych zegary. Choć postąpiono nieco wbrew motocyklowym standardom, montując analogowy prędkościomierz i cyfrowy obrotomierz (w jednośladach jest odwrotnie), to i tak za sam pomysł należy się piątka z plusem. Poza tym zabiegiem wnętrze Sparka jest całkiem zwyczajne i nie odbiega od obowiązujących standardów w tej klasie samochodów. Nie mamy tu zbyt wiele wyposażenia, ale to, co najpotrzebniejsze, jest i działa bez zarzutu. Radio z CD i mp3 zabudowano na stałe w desce rozdzielczej, co bez wątpienia dodaje autu prestiżu. Jest tu nawet złącze USB, nie wiem tylko, dlaczego w wersji mini (aby móc korzystać z większości odtwarzaczy czy pendrive'ów, trzeba kupić przejściówkę.
Narzekać nie można na dwie najważniejsze kwestie - ergonomię i jakość wykończenia. Ilość miejsca jest wystarczająca dla czterech dorosłych osób, a siedzenia nie męczą nawet na dłuższej trasie. Bagażnik o pojemności 170 l będzie za mały na rodzinne wakacje, ale większe zakupy się w nim bez problemu zmieszczą. Większość plastików jest twarda, ale to standard w tej klasie aut. Są one natomiast dobrze spasowane i całkiem estetyczne.
Pod maską Sparka za 36 tys. zł (będę powtarzał tę cenę, bo to naprawdę zadziwiająco mało) pracuje litrowy silnik benzynowy o mocy 68 KM. Jego cztery cylindry produkują śmieszne 93 Nm momentu obrotowego. Według producenta takie osiągi pozwalają autu rozpędzić się do 100 km/h w 15 s i osiągnąć maksymalnie 154 km/h. Nie sugerujcie się jednak pustymi liczbami.
Mały "Chevy" jest bowiem wyjątkowo żywiołowy jak na to, co podaje producent. Faktycznie, aby rozpędzić się do 100 km/h, potrzeba chwili, jednak dzięki bardzo sprawnie działającej skrzyni biegów i spontanicznej reakcji na gaz jest to bardzo przyjemna chwila. Silniczek początkowo niezbyt chętnie wkręca się na obroty, jednak po przekroczeniu 4 tys. obr./min wstępuje w niego drugie życie i zaczyna radośnie gnać do przodu. Co ciekawe, dynamika autka jest na tyle duża, że bez strachu możemy nim nawet wybrać się w dalszą trasę. Ja miałem okazję sprawdzić go na trasie Warszawa - Poznań i muszę przyznać, że byłem mile zaskoczony, gdy okazało się, że marszowa prędkość 140 km/h nie jest tu najmniejszym problemem, a jeśli tylko trochę pobawimy się skrzynią biegów, to możemy nawet wyprzedzać na autostradzie.
Spark pali przy tym około 7-8 l benzyny. Czy jedziemy w trasie, czy w mieście, nie ma to znaczenia, bo w każdym wypadku trzeba dosyć mocno wciskać pedał gazu. Jeśli pojedziemy spokojnie, to podobno można zmieścić się nawet okolicach 5 l. Mnie jednak nie starczyło cierpliwości.
Zawieszenie nie zaskakuje, przed ostrymi zakrętami trzeba po prostu mocno odhamować, aby nie narazić się na szybko pojawiającą się podsterowność. Dla bardziej wprawnych kierowców może być to jednak kolejny powód do zabawy w: "Ile jeszcze mogę przyspieszyć, zanim zacznę się ślizgać", bo nawet w podbramkowych sytuacjach skorygowanie toru jazdy nie jest szczególnie trudne i wymaga tylko odpowiedniego użycia hamulca.
Tłumienie nierówności również nie powala, dlatego i tym razem trzeba mieć hamulec w pogotowiu. Na dziurach z prędkością przeginać nie radzę, bo może się to skończyć nieprzyjemnym dobijaniem zawieszenia i sporym hałasem w środku. Czego jednak wymagać od małego samochodu?
Podsumowując: nowy Chevrolet Spark to auto przemyślane i dopracowane. Przy cenie rozpoczynającej się od około 31 tys. zł w zamian dostajemy między innymi radio i komplet sześciu poduszek powietrznych. Na cenę testowanego egzemplarza za - wspominane już kilkukrotnie - 36 tys. zł składa się dodatkowo klimatyzacja, centralny zamek i lakier metalizowany. To wciąż niezła okazja, szczególnie że w salonie na pewno uda nam się wynegocjować jeszcze jakiś rabat.
