Test: Citroen DS4 1,6 HDI
Luksusowy i oryginalny.
Francuski producent już nie puka do drzwi segmentu aut premium. On się po prostu do nich dobija. Kluczem do tych drzwi ma być model DS4, czyli większy brat chwalonego przez nas wiosną DS3. Jeżeli "czwórka" okaże się tak dobra jak "trójka", to Francuzi na stałe zagoszczą na salonach arystokracji motoryzacyjnej, na których prym wiodą Niemcy.
Gdy do naszej redakcji dotarł śnieżnobiały Citroen DS4, wiązaliśmy z nim bardzo duże nadzieje. Już gdy się patrzy na niego z okien biurowca, na pierwszy rzut oka widać, że jest to auto nietuzinkowe. Trochę coupe, trochę crossover, samochód nie daje się do końca zaszufladkować. Masywne nadkola i przetłoczenia w połączeniu z opadającą linią dachu dają nieodparte wrażenie, że mamy do czynienia z samochodem sportowym. Tylne drzwi z zamaskowaną w ramkach klamką widoczne są dopiero po chwili. Patent producentów o sportowym zacięciu, czyli Alfa Romeo i Seata, spełnia swoje zadanie także w Citroenie. Sportowy rodowód auta skutecznie hamuje jednak duży prześwit. Z drugiej strony wysoko osadzona płyta podłogowa sprawia, że pokonanie nawet wyższego krawężnika nie stanowi dla auta problemu. Projekt i wielkość felg to kwestia dyskusyjna. Szczypie w oczy także dużo miejsca zachowanego między oponami a nadkolami.
W testowanym egzemplarzu zastosowano wysokoprężny silnik o pojemności 1,6 l i mocy 110 KM. Nie jest to silnik nowy, lecz konstrukcja znana i sprawdzona. Do sprawnego poruszania się po mieście wystarcza w zupełności i, co ważne, nie bije po kieszeni. Ze spalaniem można spokojnie zejść do 6,5 l/100 km w trybie miejskim. W trasie samochód spali niecałe 5 l, co można uznać za dobry wynik, biorąc pod uwagę całkiem spore gabaryty. Napęd przenoszony jest przy pomocy 6-stopniowej skrzyni manualnej, której drążek pracuje precyzyjnie i miękko. Chociaż silnik Diesla HDI zastosowany w aucie jest elastyczny i ekonomiczny, w naszej ocenie w samochodzie z takimi aspiracjami przydałaby się mocniejsza jednostka. Co prawda nie jeździliśmy wersją benzynową, jednak na wyrost pokusimy się o stwierdzenie, że benzynowa jednostka 1,6 THP o mocy 200 KM byłaby lepszym wyborem.
Nad jazdą Citroenem czuwa dosyć twarde zawieszenie. Od auta klasy premium wymaga się komfortu podróżowania, a zawieszenie DS4 niestety takowego nie zapewnia. Samochód na wybojach jest sztywny i podskakuje. Twardsze zawieszenie pozwala na trochę szaleństwa w zakrętach, lecz przechylające się nadwozie cały czas przypomina kierowcy, że ma on pod nogą auto do spokojnej jazdy.
Luksus widać najpierw we wnętrzu. Skóra, drewno i aluminium to materiały zapewniające poczucie przytulności i komfortu. Mimo że w Citroenie brakuje tylko drewna, to w kabinie pożądany przeze mnie klimat szybko ulatuje wraz z pierwszym otwarciem drzwi. Fotele mają co prawda skórzane obszycie, jednak materiał zastosowany do obicia siedziska jest zdecydowanie słabszy. Liczba przycisków na kierownicy jest przytłaczająca. Opanowanie sterowania multimediami wymaga nie lada skupienia i pamięci. Osobie, która ujarzmi wszystko w godzinę, dajemy garniec złota.
O ile w DS3 wnętrze zwalało z nóg swoją ekskluzywnością, wyszukaniem i projektem, to w DS4 pozostawia wiele do życzenia. "Plastikowość" deski rozdzielczej i boczków drzwi rani uszy podczas jazdy. Wielkim zgrzytem jest brak możliwości otwierania tylnych szyb. Jeśli to tylko przeoczenie, to jest ono bardzo poważne, a jeśli to zamierzone działanie - czemu ma służyć?
W kabinie od razu rzuca się w oczy wielka panoramiczna przednia szyba. Dzięki przesuwanej podsufitce (dostępnej już w podstawowej wersji) bardzo szybko możemy wpuścić światło do środka. Jest to ciekawy gadżet, ale nam nie bardzo przypadł do gustu. Jednym z niewielu plusów wnętrza jest ilość miejsca dla pasażerów. Z przodu jest go tyle, że nawet rosły koszykarz może się poczuć swobodnie i poczuć wiatr hulający nad czupryną. Niestety, jak wiadomo, w przyrodzie nic nie ginie, więc ilość miejsca dostępnego z tyłu nie jest już wystarczająca. Opadający dach skutecznie obniża poziom komfortu, a przy odsuniętych maksymalnie do tyłu fotelach przednich z tyłu może usiąść wygodnie już tylko dziecko.
Citroen DS4 jest samochodem pełnym sprzeczności. Z wyglądu jest trochę sportowy i trochę terenowy. W jeździe jest dynamiczny, ale zbyt wolny. Na desce rozdzielczej trochę za dużo się dzieje, a na fotelach - za mało. Z nieukrywaną rozpaczą stwierdzam, że zdecydowanie za dużo tu tych "trochę". Niestety modelem DS4 Citroen nie zbliżył się na krok do DS3, lecz tylko o krok wyprzedził wersję C4, która jest zwykłym samochodem dla ludu. DS4 nie jest tytułowym kluczem do bram klasy premium, więc ostatnią szansą na uzyskanie miana salonowca dla Citroena pozostaje DS5.
Łukasz Soska
00:13 [07.01.2012]
Gość01:27 [07.01.2012]
Gość01:44 [07.01.2012]
Gość03:20 [07.01.2012]
Gość07:48 [07.01.2012]
Gość09:05 [07.01.2012]
Gość10:53 [07.01.2012]
Gość11:35 [07.01.2012]
Gość11:53 [07.01.2012]
Gość12:28 [07.01.2012]
Gość