Test: Ford Grand C-Max
Kluczowe fakty
Silnik: 4 cylindrowy, diesel 1,6 TDCI
Moc: 115 KM
Moment obrotowy: 270 Nm
Przyspieszenie od 0 do 100km/h: 12,3 s.
Prędkość maksymalna: około 180 km/h
Śr. spalanie w mieście: 5,8 l/100 km (nasze 7,8 l/100 km)
Śr. spalanie na trasie: 4,4 l/100 km (nasze 5,5 l/100 km)
Pojemność bagażnika: 440 litrów
Cena: od 76 tys. zł (testowany egzemplarz ok. 105 tys. zł)
Najważniejsi konkurenci: Citroen Grand Picasso, Renault Grand Scenic, Fiat Fremont
Praktyczniejszy znaczy lepszy?
Odkąd pamiętam, niemieccy producenci samochodów raczej stronili od stosowania w swoich autach odsuwanych drzwi. Głównym powodem była zapewne oszczędność (w końcu znacznie taniej i łatwiej zrobić zwykłe "skrzydełka"), ale także chęć odcięcia się od wizerunku vana stworzonego przez Amerykanów. Oczywiście rodzinne auta zza oceanu mogą być dla wielu firm wzorem wygody i przestrzeni, ale dla innych (również dla mnie) są po prostu synonimem choroby lokomocyjnej.
Przyznaję, że gdy widzę samochód z odsuwanymi drzwiami (to prawdopodobnie efekt traumy z dzieciństwa), lekko uginają się pode mną kolana i gorączkowo zaczynam się zastanawiać, co jadłem na śniadanie i gdzie w okolicy można kupić proszki na niestrawność. Zresztą o swojej awersji do vanów wspominam za każdym razem, gdy zabieram się do opisania tego typu auta. Nie zamierzam jednak rezygnować z jazdy takimi samochodami. Między innymi dlatego, że czasem bywam nimi miło zaskoczony.
Jak mówiła kiedyś jedna z reklam: "co jest do wszystkiego, to jest do niczego". To powiedzenie zdaje się sprawdzać również w motoryzacji, jednak czasami pójście na maksymalny kompromis w niektórych kwestiach spornych jest strzałem w dziesiątkę.
Grand C-Max jest o blisko 15 cm dłuższy od C-Maxa i o 20 cm krótszy od S-Maxa. Stanowi jednak udany kompromis pomiędzy tymi dwoma modelami - z jednej strony będąc znacznie poręczniejszym w mieście od większego S-Maxa, a z drugiej przebijając swojego mniejszego brata właściwościami praktycznymi. Strzałem w dziesiątkę wydaje się tutaj zastosowanie odsuwanych drzwi. Ktoś, kto kiedykolwiek próbował zakładać dziecku kurtkę w aucie czy montować fotelik na ciasnym parkingu, po prostu nie może nie docenić tego rozwiązania.
Ford dorzucił do Grand C-Maxa nieco przestrzeni i postanowił ją jakoś wykorzystać, oferując dwa dodatkowe fotele. W efekcie mamy więc auto "sześcioipółosobowe", bo środkowy rząd składa się z dwóch przyzwoitych foteli i jednego "zydelka" pośrodku. Co ciekawe jednak, na ostatnich fotelach mogą się zmieścić nawet dorośli, a to dzięki temu, że środkowe fotele mają regulację i pozwalają wygospodarować więcej miejsca na nogi w zależności od potrzeb. Dzięki regulacji możemy też nieco powiększyć przestrzeń bagażową po złożeniu ostatniego rzędu siedzeń.
Na ilość miejsca w środku nie można więc narzekać - szczególnie że mamy do czynienia z samochodem jeszcze mieszczącym się w kategorii vanów kompaktowych.
Za kierownicą wyraźnie czuć już, że kompaktowe podwozie wykorzystano tu do granic możliwości. Grand C-Max jest jeszcze całkiem zwinny w mieście i chętnie reaguje na ruchy kierownicą, ale ze względu na spory rozstaw osi (o 14 cm większy od tego w zwykłym C-Maksie i o tyle samo mniejszy od tego w S-Maksie) nie jest już tak sztywny jak jego mniejszy brat. Wydaje się, że zawieszenie auta również zestrojono trochę łagodniej, oferując lepsze tłumienie nierówności kosztem większych pochyłów nadwozia.
Nie najgorzej w Grand C-Maksie sprawdza się moim zdaniem silnik 1,6 TDCI o mocy 115 KM. Nie zapewnia on wyjątkowych osiągów (12 s do 100 km/h), ale dobrze pasuje do spokojniejszego charakteru auta. Pracuje cicho, auto płynnie nabiera prędkości i przede wszystkim niewiele pali. Wyniki około 5-6 l na 100 km w trasie i około 8 l w mieście można uznać za bardzo przyzwoite.
Najciekawsza jest jednak cena. Ogólnie Grand C-Maxa z dieslem 1,6 można kupić od 76 tys. zł. Testowany, bardzo bogato wyposażony, egzemplarz to wydatek około 100-110 tys. zł. Ważne jest jednak to, że bez względu na to, na jaką wersję wyposażenia czy silnika się zdecydujemy, za auto zapłacimy zaledwie 3 tys. zł więcej niż za odpowiadającą mu wyposażeniem krótszą odmianę. Moim zdaniem, choćby dla niezwykle praktycznych odsuwanych drzwi, stanowczo warto dopłacić.
00:38 [21.11.2011]
Gość00:54 [21.11.2011]
Gość10:05 [21.11.2011]
Gość10:12 [21.11.2011]
Gość14:23 [21.11.2011]
Gość16:56 [21.11.2011]
Gość20:18 [21.11.2011]
Gość21:05 [21.11.2011]
Gość21:53 [21.11.2011]
Gość23:01 [21.11.2011]
Gość