Test: Mazda CX-9
Kluczowe fakty
Silnik: benzynowy, 3,7 V6
Moc: 277 KM
Moment obrotowy: 366 Nm
Przyspieszenie od 0 do 100km/h: 10,2 s.
Śr. spalanie w mieście: 15 l/100 km
Śr. spalanie na trasie: 13 l/100 km
Cena: 156 tys. zł
Najważniejsi konkurenci: Audi Q7, Jeep Grand Cherokee, Volkswagen Touareg
Wielki SUV za niewysoką cenę.
Czy to możliwe, aby większy, mocniejszy i lepiej wyposażony samochód kosztował mniej niż produkowany przez tego samego producenta mniejszy i słabszy model? W wypadku Mazdy - tak, ale jak zawsze nie ma róży bez kolców.
CX-9 w jedynej dostępnej wersji - Sport kosztuje 156 tys. zł. To o połowę mniej niż podobnie wyposażone konkurencyjne modele, takie jak Touareg, Q7 czy Land Cruiser, i o 2 tys. zł mniej niż model Mazdy - CX-7 ze słabszym o 20 KM silnikiem. Jak to możliwe? Otóż CX-9 to amerykański model koncernu, który polskie przedstawicielstwo marki co jakiś czas sprowadza do naszego kraju w bardzo ograniczonej liczbie egzemplarzy. Czas oczekiwania na samochód jest więc bardzo długi, ale po tygodniu spędzonym z tym autem muszę powiedzieć, że absolutnie warto zaczekać. Dlaczego? Bo z typowym amerykańskim SUV-em CX-9 ma niewiele wspólnego.
Z zewnątrz auto nawiązuje do europejskich modeli marki. Mimo pokaźnych rozmiarów całość wygląda zgrabnie i dynamicznie. Z przodu auto dosyć łatwo pomylić z mniejszą Mazdą CX-7, a najłatwiej rozpoznać je po tylnych światłach.
Ilość miejsca we wnętrzu odpowiada wymiarom zewnętrznym. 7 miejsc siedzących oferuje bardzo przyzwoity komfort jazdy i dużą przestrzeń (na ostatnich fotelach od biedy mogą podróżować nawet dorośli). Nawet przy pełnej załodze w środku pozostaje jeszcze jakieś 270 l bagażnika. Gdy jeździmy tylko w piątkę, z tyłu pozostaje przestrzeń, jakiej nie powstydziłoby się nawet największe kombi.
W wyposażeniu CX-9 brakuje co prawda bajerów znanych z europejskich SUV-ów, takich jak regulowane zawieszenie, adaptacyjny tempomat, zaawansowane systemy ostrzegania czy choćby fabryczna nawigacja. W cenie dostajemy natomiast to, co niezbędne - automatyczną skrzynię biegów, skórzaną tapicerkę, trójstrefową klimatyzację, światła ksenonowe, elektrycznie otwieraną tylną klapę czy dobre audio Bose.
Pod maską CX-9 pracuje silnik o amerykańskiej pojemności 3,7 l, ale japońskiej charakterystyce i mocy. Motor V6 produkuje dokładnie 277 KM mocy, 366 Nm momenty obrotowego i niezwykle chętnie wkręca się na obroty. Oczywiście można w amerykańskim stylu toczyć się na niskich obrotach, ale potencjał drzemiący pod maską bardzo zachęca do szalonych sprintów. Szeroki zakres użytecznych obrotów pozwala zapomnieć o nastawionej na komfort i niezbyt szybkiej skrzyni biegów, a napęd na 4 koła daje większe poczucie bezpieczeństwa.
Co ciekawe, zawieszenie samochodu wcale nie wypada tak źle, jak można by się spodziewać po amerykańskim samochodzie; w USA pewnie nazywają je "sportowym". U nas można powiedzieć, że jest komfortowe, ale daje możliwość szybszej jazdy. Oczywiście rozmiary i masa auta nie sprzyjają szaleństwom na zakrętach, ale za kierownicą nie mamy też wrażenia podróżowania typowym "pontonem". Bez strachu można więc utrzymywać prędkości w okolicach 160 km/h oraz wyprzedzać na nierównych drogach.
Spalanie prezentuje wyjątkowo wyrównany poziom. Przy spokojnej jeździe można zejść do około 13 l na 100 km, zarówno w mieście, jak i na trasie. Gdy się jeździ dynamiczniej, za normę trzeba przyjąć 15-17 l.
CX-9 daje się polubić. To solidnie zbudowany, przyzwoicie wykończony i nie najgorzej prowadzący się SUV, którego cena szybko pozwala zapomnieć o wszelkich wadach. Jeśli chcecie go kupić, musicie jednak szybko podjąć decyzję, bo na auto poczekacie przynajmniej pół roku - albo i dłużej.
10:38 [23.04.2011]
Gość10:42 [23.04.2011]
Gość11:17 [23.04.2011]
Gość13:46 [23.04.2011]
Gość15:37 [23.04.2011]
kumaszjazde_pl18:21 [23.04.2011]
Gość23:28 [23.04.2011]
Gość23:02 [24.04.2011]
Gość07:29 [25.04.2011]
Gość11:59 [25.04.2011]
Gość