Test: Mercedes C350 4Matic
Podąża za trendami.
Przyznam szczerze, że rola recenzenta Mercedesa C350 jest dla mnie rolą bardzo niewdzięczną. Auto, jakie jest, każdy widzi: dostojne, stonowane, wyważone, słowem: piękne. Któż z nas nie chciałby kiedyś jeździć Mercedesem (serio pytam, bo w sumie oprócz Kalkosińskiego, który ma emeryckiego C220 CDI, nie znam kogoś takiego...)? Co więcej, obiektywizmu nie dodaje mi fakt, że jako młodej osobie (i właścicielowi BMW) marka spod znaku gwiazdy kojarzy się z poważnymi panami podejmującymi ważne decyzje lub z taksówkarzami. Na razie nie jestem ani tym, ani tym…
Nowa klasa C została skonstruowana w myśl utartego schematu. Zamontujmy do flagowego modelu duży motor benzynowy i niech się dzieje, co chce. Kupią go zamożni tatusiowie i kadra dyrektorska. Jednak po co montować tak potężny silnik do auta, którego głównym celem jest zapewnienie podróżnym komfortu? Czy naprawdę potrzeba aż 306 KM, żeby się wygodnie przemieszczać? Zamysł taki trochę nie idzie w parze z filozofią Mercedesa. Autami z pazurem niech zajmuje się BMW.
Nowa klasa C nie ma tak sportowego zacięcia jak jego główny rywal z Bawarii oznaczony symbolem 335i (tutaj można przeczytać nasz test). Nie znaczy to jednak, że nie potrafi się zbierać. 306 KM i moment obrotowy rzędu 370 Nm cały czas zapewniają zapas gotowej do wykorzystania mocy. Dane producenta o 6-sekundowym sprincie do setki nie są przereklamowane. 3,5-litrowy benzynowy silnik w układzie V6 spokojnie radzi sobie z napędzeniem auta. Mimo zastosowanych technologii Blue EFFICIENCY spalanie dalekie jest od danych katalogowych. Nam w mieście skoczyło nawet do 14 l.
Jeżeli komuś nie wystarcza komfortowe przemieszczanie się z punktu A do punktu B i chciałby poczuć dreszcze na plecach, jego zapędy są natychmiast hamowane przez mnogość systemów wspomagających jazdę: od monitoringu martwej strefy, po zaawansowany układ zapobiegania kolizjom. Nawet przy szczerych chęciach wyłączenie kontroli trakcji w gąszczu innych poleceń komputera pokładowego niewiele zmienia.
Skrzynia biegów jest momentami nieco ospała, ale rekompensuje to fantastyczny napęd na 4 koła. Dzięki niemu klasa C zawsze trzyma się drogi i nawet przy dużych prędkościach auto zachowuje się przewidywalnie. Możemy w nim zapomnieć o jakimkolwiek uślizgu kół w zakrętach, nawet przy niesprzyjającej pogodzie.
Mercedes klasy C po liftingu delikatnie różni się od swojego poprzednika. Jak zwykle poprawki stylistyczne obejmują reflektory i zderzaki. W nowym modelu konstruktorzy wygospodarowali miejsce na lampy do jazdy dziennej w zderzaku. Tylne lampy, podobnie jak wspomniane światła dzienne, także zostały wykonane w technologii LED. Dzięki masywniejszym plastikom auto nabrało bardziej zadziornej sylwetki. Nasz model został wyposażony w aluminiowe felgi w rozmiarze 17 cali oraz opony zimowe. Dzięki zastosowaniu tak małych felg w samochodzie tych gabarytów jazda stała się jeszcze bardziej komfortowa.
Niektórzy zarzucają Mercedesowi, że we wnętrzu aut tej marki panuje muzealny klimat. Pewnie mówią tak ci, którzy nie odróżniają nudy od klasyki. Deska rozdzielcza jest duża i czytelna. W oknie prędkościomierza wkomponowany jest wyświetlacz komputera pokładowego. Jest on całkiem spory i przejrzysty. W kabinie auta tej klasy skóry są faktycznie skórzane, a drewno drewniane. Czuć to nie tylko w dotyku, lecz także w zapachu. Tak powinno się budować prawdziwe samochody. A stylistyka? Cóż, podstawą jest tu niemiecki porządek i funkcjonalność.
O głębię doznań multimedialnych zadbał system nagłośnienia marki Harman Kardon. Jak na auto tej klasy pan Harman i pan Kardon mogliby się postarać trochę bardziej.
Może nie widać tego na pierwszy rzut oka, ale samochód aż pęka w szwach od elektroniki. Zapomnijmy na moment o nawigacji, odtwarzaczu DVD, kamerze cofania i systemie wspomagającym parkowanie. Mercedes potrafi sam jeździć! Tak, nie przesłyszeliście się. System aktywnego tempomatu DISTRONIC PLUS dostosowuje odległość do poprzedzającego auta, a także w razie potrzeby zatrzymuje oraz wprawia samochód w ruch. W zasadzie rola kierowcy ogranicza się do kręcenia kierownicą. Myślicie, że to wszystko? Nic bardziej mylnego! Magiczny system kontroli koncentracji kierowcy zasygnalizuje najlepszy moment, by udać się na kawkę. Do takiego czarnoksięstwa to nawet my w redakcji się jeszcze nie przyzwyczailiśmy, choć muszę przyznać, że ogarnianie Facebooka podczas nudnych dojazdów do pracy stało się naprawdę przyjemne.
Po kilkudniowej jeździe Mercedesem klasy C mam mieszane uczucia. Owszem jest to auto wygodne, luksusowe, och i ach. Sportowo jednak nie da się nim pojechać. Jaki zatem sens ma wyposażanie go w taki silnik? Czy inżynierowie Mercedesa chcą przypodobać się młodym kierowcom lub upodobnić do konkurencji? Postawa taka jest w mojej opinii trochę zgubna, ponieważ Mercedes od zawsze był marką tworzącą trendy, a nie podążającą za nimi.
Łukasz Soska
00:13 [25.12.2011]
Gość00:16 [25.12.2011]
Gość00:17 [25.12.2011]
Gość01:54 [25.12.2011]
Gość04:48 [25.12.2011]
Gość13:42 [25.12.2011]
Gość16:45 [25.12.2011]
Gość18:12 [25.12.2011]
Gość18:46 [25.12.2011]
Gość07:45 [26.12.2011]
Gość