Maciek Kalkosiński [17.01.2011]
Test: Mercedes R350 CDI Long
Mercedesem R pierwszy raz jeździłem niedługo po jego debiucie na naszym rynku w 2006 r. (patrz tutaj; mała ciekawostka - był to drugi test, jaki opublikowaliśmy na Autokracie). Przez tych kilka lat od premiery losy tego samochodu parokrotnie się ważyły. Nie odniósł on zbyt dużego sukcesu, próbowano zmieniać jego dostępne wersje oraz przeprowadzać drobne modyfikacje. Zastanawiano się nawet nad wykreśleniem klasy R z oferty Mercedesa. Ostatecznie jednak do salonów trafiła niedawno odświeżona wersja tego modelu. I przyznaję, że bardzo się z tego cieszę. Bo po tych kilku latach, bogatszy o doświadczenia z jazdy kolejnymi modelami samochodów, mogę powiedzieć, że wciąż jest to auto jedyne w swoim rodzaju.
Już po krótkiej wycieczce wokół nadwozia i po wnętrzu widać, że samochód niewiele się zmienił. Nowe światła i minimalnie inne zderzaki (wciąż w standardzie dostajemy pakiet AMG) to właściwie wszystko, na co zdecydował się Mercedes. W zasadzie jednak nie ma na co narzekać, bo po pierwsze po ulicach tych aut jeździ tak mało, że powiązań ze starszym modelem nikt nie zauważy, a po drugie już same rozmiary klasy R robią na tyle duże wrażenie, że niepotrzebne są tu żadne dodatkowe elementy przyciągające wzrok.
Testowany egzemplarz to wersja L o rozstawie osi powiększonym o 24 cm względem standardowego modelu. Samochód ma więc ponad 5,17 m długości, 2 m szerokości i 1,66 m wysokości (po podniesieniu zawieszenia można dodać mu jeszcze 5 cm). Jeśli to nie robi na was wrażenia, to dodam, że sama masa własna (bez paliwa) tego samochodu wynosi 2,2 t, a auto może przecież zabrać na pokład 7 osób i bagaż. Nawet duże SUV-y przy tym modelu wyglądają skromnie.
Do napędzania takiej góry stali i kompozytów potrzebny jest naprawdę dobry silnik. Miło, że Mercedes się przyłożył i wypuścił diesla, który zapewnia coś więcej niż tylko możliwość ruszenia tego kolosa z miejsca. Następca silnika 320 CDI, oznaczony jako 350 CDI, w końcu oferuje coś więcej niż tylko niskie spalanie i umożliwia sprawniejsze przemieszczanie się. Rozpędzenie się do 100 km/h zajmuje mu niecałe 9 s, a prędkość maksymalna przekracza 220 km/h.
Nieźle, zważywszy na to, że motor V6 ma 265 KM z 3 l pojemności (nadrabia za to momentem obrotowym wynoszącym 620 Nm), a napęd przekazuje na 4 koła za pomocą zapożyczonej z klasy S (czyli nastawionej na komfort, a nie osiągi) 7-stopniowej skrzyni 7G Tronic.
Napisałem wyżej, że spalanie jest niskie. Oczywiście chodziło mi o sytuację, gdy porównamy wersję CDI do odmian benzynowych V6 i V8. Wyniki w okolicach 13-14 l w mieście i 10 l na trasie są tu normą, jednak biorąc pod uwagę wielkość samochodu, nie ma się czemu dziwić.
W kwestii prowadzenia też nie oczekujmy fajerwerków. Mimo że aktywne zawieszenie ma opcję "Sport", to klasą R bardziej się steruje niż ją prowadzi. W tym wypadku takie zachowanie pojazdu w pełni mi jednak odpowiada. Samochód co prawda buja się na nierównościach i niezbyt chętnie przechodzi z jednego zakrętu w drugi (napęd na 4 koła i dobre systemy elektroniczne dbają jednak o to, by auto pozostawało na właściwym torze jazdy), z drugiej jednak strony perfekcyjnie izoluje podróżujące osoby od czynników zewnętrznych, zapewniając komfort jazdy godny wspomnianej już klasy S.
Sześciu pasażerów może tu całkiem wygodnie podróżować na obszernych fotelach. Siódmy członek załogi samochodu ma do dyspozycji jedynie dosyć wąską deskę między dwoma środkowymi fotelami. W razie potrzeby klasa R może z vana przeistoczyć się w potężne kombi; po złożeniu ostatnich foteli mamy do dyspozycji aż 633 l przestrzeni bagażowej.
Miło, że Mercedes postanowił nieco zmienić swoją politykę cenową dotyczącą tego modelu. Klasę R możemy kupić bez napędu na 4 koła i z małym silnikiem benzynowym (3 l), co znacznie obniżyło jej bazową cenę. Rozpoczyna się ona teraz od 230 tys. zł, za co w standardzie dostajemy naprawdę sporo. By jednak stać się właścicielem naprawdę ciekawej wersji - choćby takiej, jak testowana - przedłużanej, z napędem na 4 koła i silnikiem Diesla, trzeba będzie wydać minimum 280 tys. zł, a po zamówieniu dodatkowego wyposażenia (na przykład pompowanych foteli z grzaniem i chłodzeniem czy panoramicznego dachu) łatwo dobić do pułapu około 350 tys. zł. Dużo, ale trudno wyobrazić sobie samochód, który oferowałby więcej niż Mercedes klasy R.
