Maciek Kalkosiński [22.07.2010]
Test: Mercedes SLS AMG
Supersamochodem nie można nazwać każdego szybkiego i mocnego auta. Na to miano zasługują tylko nieliczne pojazdy, które z zasady przeczą obowiązującym w motoryzacji standardom. Prawdziwy supersamochód nie może być wygodny, ekonomiczny czy tani. Musi wywoływać naprawdę potężne emocje i sprawiać, że mimo jego oczywistych wad będą o nim marzyły miliony osób. Moim zdaniem ta niezwykle trudna sztuka stworzenia właśnie takiego auta udała się Mercedesowi.
Po rozstaniu z McLarenem niewiele osób dawało wiarę w to, że inżynierowie Mercedesa przygotują auto równie ostre i sprawnie radzące sobie na torze, co osławiony SLR. Nie oszukujmy się - nawet wybitnie sportowe modele spod znaku AMG stawiały równie duży nacisk na komfort i wyposażenie, co na osiągi. Gdy więc zobaczyłem pierwsze zdjęcia modelu SLS, od razu pomyślałem o wygodnym i wyjątkowo stylowym grand turismo o niebagatelnych osiągach, słowem - o nieco mniejszym kuzynie SL-a.
Nic jednak bardziej mylnego. Wystarczy otworzyć drzwi (podnoszone do góry skrzydła robią piorunujące wrażenie), by zauważyć, że wcale nie jest to szybki "kanapowiec". Bardzo szerokie progi skutecznie utrudniają wsiadanie i wysiadanie, a brak elektrycznego opuszczania drzwi sprawia, że wyżsi kierowcy muszą się trochę nagimnastykować, by je zamknąć, a niżsi... nie zrobią tego wcale i muszą poprosić kogoś z zewnątrz o pomoc. Wnętrze jest ciasne, a w lusterkach (szczególnie prawym) nie widać zbyt wiele. Sytuację ratuje jedynie całkiem spora, zaokrąglona na bokach tylna szyba oraz fabryczna kamera cofania.
Gdy już znajdziemy swoją pozycję za kierownicą, możemy poczuć się całkiem wygodnie, choć próżno szukać tu szeregu opcji podnoszących komfort jazdy, takich jak pompowane i schładzane fotele, adaptacyjny tempomat (jest zwykły), zawieszenie o regulowanej twardości czy zaawansowane radary i czujniki, znane choćby z nowej klasy E. Komputer pokładowy nie ma zbyt wielu ustawień, a pokładowy system multimedialny Bang&Olufsen (z nieziemskimi głośnikami wysokotonowymi, podświetlonymi małymi diodkami) wygląda jak w innych modelach marki.
Pod ręką kierowcy znalazły się tylko najpotrzebniejsze rzeczy. Przy kierownicy mamy łopatki do zmiany biegów, a pod prawą ręką przycisk rozrusznika, pokrętło ustawień trybu pracy skrzyni biegów, guzik wyłączający kontrolę trakcji oraz przycisk AMG pozwalający szybko wywołać ulubione ustawienia kontroli trakcji i skrzyni biegów. Mniej i łatwiej się już nie da.
Ktoś może stwierdzić, że w aucie za minimum 810 tys. zł nie robi to wrażenia. Wystarczy jednak wcisnąć przycisk rozrusznika, aby wiedzieć, za co tak naprawdę tu płacimy. V8 o pojemności dokładnie 6,208 l budzi się do życia z rykiem, jakiego nie da się opisać. Nie wiem, ile zabójstw ekologów z Greenpeace Mercedes musiał zlecić, żeby otrzymać homologację na to auto, ale takiej symfonii dźwięków nie potrafi dostarczyć żaden inny samochód, który może legalnie poruszać się po drogach.
Każde dodanie gazu to potężny grzmot, a po odpuszczeniu pedału pojawia się seria mniejszych wystrzałów, których można by słuchać bez końca. A to dopiero początek doznań.
571 KM i 650 Nm momentu obrotowego pozwalają nie tylko usłyszeć drzemiącą pod maską moc, ale też poczuć ją każdym kawałkiem ciała. SLS przyspiesza z siłą trudną do opisania i czyni to w zasadzie bez końca. 3,7 s do 100 km/h, 7,4 s do 160 km/h, 10,9 s do 200 km/h, 17 s do 250 km/h i koniec w okolicach 320 km/h...
7-stopniowy automat AMG działa wyjątkowo sprawnie i w przeciwieństwie do tego z Audi R8 V10 (tutaj można przeczytać nasz test) praktycznie nie szarpie przy spokojnej jeździe.
Zawieszenie jest natomiast nieludzko twarde, co niestety mocno daje się we znaki podczas jazdy po polskich drogach. Problemy można też mieć z prześwitem, który nie pozwala na wjazd nawet na średniej wielkości krawężnik.
W niczym to jednak nie przeszkadza, bo tym autem po prostu nie chce się nigdzie zatrzymywać. Dzięki niskiej masie, wynoszącej tylko 1680 kg, oraz tylnemu napędowi nie tylko jazda po prostej jest tu przyjemnością. Umieszczenie silnika z przodu (ale za przednią osią), a skrzyni biegów z tyłu (temperatury panujące w 170-litrowym bagażniku potrafią stopić plastikowe torby z zakupami) sprawia, że SLS prowadzi się z zadziwiającą lekkością. Przerzucanie go z zakrętu w zakręt jest dziecinną igraszką, a prędkości, jakie może wtedy osiągnąć, u osób nieprzyzwyczajonych do takich przeciążeń mogą spowodować nudności. Wystarczy wspomnieć, że jeden z najtrudniejszych torów świata - Nurburgring SLS potrafi pokonać w czasie 7 min i 40 s, co stawia go w ścisłej czołówce najszybszych samochodów świata.
Podsumowując: Mercedesowi udało się stworzyć pojazd stanowczo wykraczający poza to, do czego nas przyzwyczaił. Moim zdaniem udało mu się pokonać nawet Audi. Mercedes wyprodukował samochód tak kipiący adrenaliną i emocjami, że absolutnie żadne wady nie są w stanie przyćmić jego zalet. Bez wątpienia możemy więc mówić o narodzinach kolejnej motoryzacyjnej legendy.
