Maciek Kalkosiński [08.10.2010]
Test: Mitsubishi L200 High Power A/T
L200 jest już na rynku ładnych parę lat i wciąż potrafi skutecznie walczyć o klientów. Teraz Mitsubishi przygotowało jego poprawioną wersję, która ma szansę stać się jeszcze ciekawszą propozycją dla osób szukających auta do jazdy na co dzień, a przy tym pozwalającego odliczyć 100% podatku VAT od samochodu i paliwa.
Zmiany na pierwszy rzut oka nie są zbyt duże. Właściwie z zewnątrz wersja po liftingu od poprzednika różni się zaledwie innym ułożeniem żeberek w przednim grillu oraz minimalnie zmienionym zderzakiem i światłami. Tak naprawdę najbardziej w oczy rzucają się nowe, nieco większe alufelgi.
W środku zmian jest więcej, ale również nie rzucają się mocno w oczy. Oprócz minimalnie przekonstruowanej kierownicy (z wbudowaną obsługą radia i tempomatu) i zmienionej konsoli środkowej nową wersję rozpoznamy po dodatkach, które można zamówić, takich jak bardzo przyzwoita stacja multimedialna z twardym dyskiem, podłokietnik, nowa skórzana tapicerka, czujniki zmierzchu i deszczu oraz automatyczna skrzynia biegów dostępna z najmocniejszym silnikiem.
W porównaniu do innych pick-upów dostępnych na naszym rynku (którym bliżej pod tym względem do aut użytkowych niż osobówek) L200 daje sporą przyjemność z jazdy właśnie dzięki bardzo przyzwoitej skrzyni biegów i wyjątkowo mocnemu silnikowi.
178 KM i 350 Nm (o 50 Nm mniej niż w wypadku skrzyni ręcznej) w połączeniu z klasycznym, ale dobrze zaprogramowanym automatem o pięciu przełożeniach potrafi zapewnić bardzo przyzwoite osiągi. Około 14 s do 100 km/h i prędkość maksymalna zbliżona do 190 km/h to wyniki zadowalające jak na półciężarówkę. L200 odznacza się przy okazji również całkiem niezłą kulturą pracy; silnik do 130 km/h nie jest za głośny, a skrzynia sprawnie reaguje na polecenia kierowcy i pozwala na sprawne wyprzedzanie zarówno w mieście, jak i na trasie.
Zawieszenie pick-upa Mitsubishi jest miękkie i mocno wychyla się w szybciej pokonywanych zakrętach. Z pomocą przychodzi nam jednak seryjny system ESP oraz napęd na 4 koła z mechanizmem różnicowym, pozwalający na załączanie go nawet na asfaltowych drogach (to wciąż ewenement wśród pick-upów dostępnych na naszym rynku).
Testowana wersja posiadała praktycznie pełne możliwe wyposażenie (również to dostępne po liftingu) i muszę powiedzieć, że pozwala ono spojrzeć na to auto z zupełnie innej strony. Wyposażony w automat, skórzaną tapicerkę, dobre audio i udogodnienia takie jak czujniki deszczu czy tempomat, pick-up może z powodzeniem zastępować osobówkę. Oczywiście pod warunkiem, że mamy jak odliczyć od niego VAT. W przeciwnym wypadku cena prezentowanej wersji, rozpoczynająca się od blisko 125 tys. zł brutto, może być trudna do zaakceptowania.
Foto: Paweł Kaczor
