Maciek Kalkosiński [14.02.2010]
Test: Porsche Panamera Turbo
Porsche zrobiło kolejny krok naprzód. Po rynkowym sukcesie Cayenne przedstawiło kolejne czterodrzwiowe auto. Tym razem jednak nie ma mowy o jakiejkolwiek zmianie priorytetów. Panamera, choć ma czworo drzwi, silnik z przodu i naprawdę pokaźne rozmiary, to przede wszystkim służy do szybkiej i ostrej jazdy, szczególnie w testowanej topowej odmianie Turbo.
Z zewnątrz, choć to największe Porsche w rodzinie, dopatrywać się w niej można pewnych podobieństw do najmniejszego Caymana, szczególnie jeśli spojrzymy na tylne światła. Pewne nawiązania do małego Porsche można znaleźć również w przodzie samochodu. Producent nie chciał być może, aby stylistycznie model ten za bardzo zbliżył się do 911 (garbaty tył w zupełności wystarczy). Nie można jednak powiedzieć, aby coś wyszło tu nie tak. Na zdjęciach tego może nie widać, ale na ulicy Panamera prezentuje się co najmniej interesująco, przyciągając ogromną liczbę spojrzeń.
Na zdjęciach nie widać również, jak duży jest to samochód; rozmiarom dorównuje on największym limuzynom na rynku, takim jak BMW 7 czy Audi A8 (o 450-litrowym bagażniku nie wspominając). Jednak aby w pełni docenić gabaryty Panamery, trzeba zająć miejsce w środku.
Cztery oddzielne wygodne kubełkowe fotele zapewniają równie dobre warunki podróżowania zarówno z przodu, jak i z tyłu. Miejsca nie brakuje ani na nogi, ani na głowę. Dzięki dużej szerokości projektanci mogli naprawdę zaszaleć i przygotowali bardzo rozbudowaną konsolę środkową, która ciągnie się przez całą długość auta - również tyłu. Dodaje to całości uroku i każe patrzeć na Panamerę jak na typową limuzynę. Na "przewozowy" charakter pojazdu mogą wskazywać również cztery oddzielne układy klimatyzacji, podgrzewane i chłodzone fotele z tyłu oraz możliwość regulowania przedniego fotela z tylnej kanapy (tak, aby ochroniarz nie zabierał nam miejsca na nogi).
Nie dajcie się jednak na to nabrać. Piękne i grube skóry okalające właściwie każdy element wnętrza, naturalne drewno, zamszowa podsufitka czy prawdziwe aluminium faktycznie nadają autu nieco barokowego stylu typowego dla dużych "kanapowozów", ale wystarczy 5 minut spędzonych za jego kierownicą, aby odkryć prawdziwe przeznaczenie tego samochodu.
Superszybka automatyczna skrzynia biegów (dwusprzęgłowa - PDK), bezpośredni układ kierowniczy i możliwość utwardzenia zawieszenia do poziomu typowego dla 911 - wszystko to potrafi sprawić, że zapomnimy o czymś takim jak tylne siedzenia.
Prawdziwą gwiazdą (przynajmniej w testowanej wersji) jest jednak silnik. Podwójnie doładowane V8 o pojemności 4,8 l produkuje 500 KM mocy i porażające 700 Nm momentu obrotowego. W połączeniu z napędem na 4 koła oraz wspomnianą skrzynia PDK daje to ni mniej ni więcej tylko 4,2 s do 100 km/h (zaledwie 0,5 s mniej niż 911 Turbo), około 10 s do 200 km/h oraz prędkość maksymalną przekraczającą 300 km/h (nie ma tu żadnego ogranicznika).
Gdy lekko obchodzimy się z pedałem gazu, skrzynia biegów robi dobry użytek z momentu obrotowego, zmieniając biegi góra przy 2 tysiącach obrotów. Jeżdżąc tak, możemy nawet w mieście spalić mniej niż 18 l na setkę (w trasie bez trudu da się zejść nawet do 12 l), a pasażerowie prawdopodobnie uwierzą, że mają do czynienia z typową luksusową limuzyną - szczególnie że zawieszenie całkiem nieźle radzi sobie z nierównościami, a do kabiny dociera jedynie lekki i przyjemny dla ucha warkot silnika.
Wystarczy jednak docisnąć gaz, a najlepiej jeszcze przełączyć sterowanie silnika i zawieszenia na "Sport", by w Panamerze obudziło się prawdziwe Porsche. Charakterystyczny szum w okolicach osi mówi nam, że napędy mocno pracują nad utrzymaniem optymalnej trakcji, wydech zaczyna charczeć piękną sportową melodią, a spod maski zaczyna dobiegać ryk kręcącego do 7 tysięcy obrotów silnika V8, przerywany co chwilę szybkimi zmianami biegów połączonymi z delikatnym szarpnięciem przypominającym strzał ze sprzęgła podczas sportowej jazdy.
Na zakrętach absolutnie nie czuć, że prowadzimy tak duży samochód. Nawet przerzucana z zakrętu w zakręt Panamera nie zdradza najmniejszych tendencji do tracenia sterowności. Mimo niskich temperatur (całe szczęście przez trzy dni mojego użytkowania auta śnieg przestał padać) ESP nie miało zbyt wiele roboty. Zestrojono je tak, że włącza się ono dopiero, gdy napęd 4x4 nie jest w stanie opanować sytuacji, a nawet wtedy jego działanie jest prawie niezauważalne dla kierowcy, co bardzo pozytywnie wpływa na przyjemność z jazdy.
Swoją drogą trzeba zauważyć, że Panamera nie miała najmniejszych problemów z radzeniem sobie z zaśnieżonymi podjazdami czy zaległym śniegiem. W razie czego zawieszenie można podnieść na tyle wysoko, że nawet duże krawężniki czy inne przeszkody nie stanowią problemu.
Choć ceną rozpoczynającą się od 693 tys. zł (nawet nie pytajcie, ile kosztowało testowane auto...) Panamera Turbo konkuruje z topowymi odmianami BMW 7 (760i) czy Mercedesa S (AMG), to moim zdaniem charakterem znacznie bliżej jej do sportowych limuzyn pokroju BMW M5 czy Audi RS6. Gdziekolwiek byśmy ją jednak umiejscowili, i tak pozostanie ona samochodem zupełnie bezkonkurencyjnym, bo tak sportowej limuzyny nie przygotował jeszcze żaden ze wspomnianych producentów. Panamera, szczególnie w wersji Turbo, bez wątpienia zasługuje na honorowe miejsce w panteonie Porsche, bo zapewnia frajdę z jazdy, jakiej nie powstydziłoby się 911, i to dla dwa razy większej liczby pasażerów.
