Maciek Kalkosiński [07.03.2010]
Test: Renault Laguna Coupe 3,5 V6
Gdy tylko zobaczyłem pierwsze zdjęcia Laguny Coupe, po prostu oszalałem na jej punkcie. Agresywny, nawiązujący do Fiata Coupe (czy starszych Ferrari, jak kto woli) przód i "astonopodobny" tył sprytnie uwydatnione na zdjęciach tworzyły kompozycję, która wydawała się wyjątkowo kusząca, biorąc pod uwagę atrakcyjną cenę auta (już od początku zapowiadano, że Coupe będzie nieznacznie tylko droższe od hatchbacka).
Po obejrzeniu samochodu na żywo wrażenie pozostało. Laguna Coupe to po prostu rewelacyjnie narysowane auto. Wszystkie kształty i linie są tu naprawdę przemyślane i tworzą bardzo przyjemną dla oka kompozycję. Z zewnątrz wydaje się, że mamy do czynienia z całkiem nowym samochodem, a nie tylko kolejną odmianą nadwozia klasycznej Laguny.
Niestety cały czar pryska, gdy tylko otworzymy drzwi. Do testu wybrałem egzemplarz z praktycznie kompletnym wyposażeniem i topowym silnikiem, licząc na to, że zobaczę pokaz możliwości Renault. Lagunę Coupe uważałem dotąd za wizytówkę firmy, jaką bez wątpienia mogłoby być tego typu auto (szczególnie po zaprzestaniu produkcji VelSatisa). Całą deskę rozdzielczą bez większych zmian przeniesiono jednak bezpośrednio z hatchbacka. I o ile rozpatrujemy to w kategorii auta klasy średniej, trudno się do czegoś przyczepić, to w wypadku coupe kosztującego z wyposażeniem dodatkowym około 200 tys. zł (ceny wersji 3,5 V6 rozpoczynają się od 165 tys. zł) wypada to po prostu ubogo. Czarne tworzywa i barwiony (nawet nie lakierowany) na srebrno plastik wyglądają smutno i mało reprezentacyjnie. Jedynie całkiem wygodne i mocno wyprofilowane fotele obite jasną skórą potrafią przykuć uwagę, ale na tle czarnego wnętrza wyglądają, jakby były przełożone z innego auta.
Pomyślicie zapewne, że konstruktorzy samochodu nie zajęli się wnętrzem, bo dopracowywali układ jezdny, tak aby kierowca mógł czerpać przyjemność z jazdy, a nie gapić się na jakieś plastiki czy przełączniki. Niestety nawet za kierownicą najmocniejszej wersji czasu na rozglądanie się dookoła jest aż nadto.
238 KM z pojemności 3,5 l to żaden wyczyn, a 7,5 s do 100 km/h przy tej mocy to wynik również bardzo przeciętny. Jeśli dodamy do tego miękkie zawieszenie (i tak nieco utwardzone w stosunku do zwykłej wersji) i niezbyt żwawą reakcję na gaz, otrzymamy pojazd przeznaczony raczej do wygodnego pokonywania dużych odległości niż do ostrej jazdy w zakrętach.
Oczywiście nie oznacza to, że prowadzenie auta jest kompletnie do niczego. Dzięki systemowi czterech skrętnych kół Coupe całkiem nieźle trzyma się drogi, ale przechyły na zakrętach i niezbyt bezpośredni układ kierowniczy sprawiają, że taka ostra jazda nie sprawia przyjemności. Co innego spokojne nawijanie kilometrów. Dobre wyciszenie wnętrza i silnika oraz miękko pracująca automatyczna skrzynia biegów pozwalają się zrelaksować i miło spędzać czas za kierownicą.
Turystycznego przeznaczenia auta nie potwierdza jedynie spalanie, które nawet w trasie nie spada poniżej 10 l, a w mieście potrafi przekroczyć nawet 16 l na 100 km.
Powiem więc bez owijania w bawełnę: topowa odmiana Laguny Coupe to pomyłka. Przy tej cenie nie oferuje ani odpowiedniego luksusu, ani osiągów mogących to usprawiedliwić. Za kwotę odpowiadającą nawet podstawowo wyposażonej odmianie V6 można kupić Audi A5 z silnikiem o mocy 200 KM, które zarówno luksusem, jak i osiągami czy prowadzeniem znacznie przewyższa Lagunę.
Nie skreślajcie jednak całkowicie tego auta. Wystarczy wybrać sporo tańszą wersję, na przykład z 2-litrowym silnikiem Diesla, by otrzymać samochód warty swojej ceny (odpowiadającej cenie podobnie wyposażonego hatchbacka) - stylowe coupe o rozsądnych osiągach, niskim spalaniu i charakterze gran turismo.
