[12.10.2010]
Test: Volkswagen Polo BlueMotion
W obecnych czasach takie słowa, jak "ekologia" czy "środowisko" nie są już tylko wypowiadane przez polityków walczących o władze lub celebrytów, którzy chcą być trendy. Te dwa magiczne wyrazy weszły na stałe także do słownika motoryzacyjnego. Każdy liczący się producent aut ma w swojej gamie przynajmniej jeden model, w którego nazwie występują oznaczenia "eco", "blue", "green" lub "hybrid". Miłośnikom paliwożernych silników V8 oraz supersportowych bolidów ekologia w motoryzacji kojarzy się z jednym - z nudą. Czy testowany przez nas (a jakże, miłośników mocnych i paliwożernych aut) Volkswagen Polo BlueMotion okaże się kolejnym ekologicznym wozidełkiem zbudowanym tylko po to, aby dostosować się do aktualnie panującej mody? Postanowiłem za wszelką cenę zaprzeczyć tej tezie i odkryć w małym, "zielonym" (chyba powinienem napisać "niebieskim" - jak sugeruje nazwa) Polo prawdziwe emocje.
Z zewnątrz auto prezentuje się bardzo atrakcyjnie. Wersja BlueMotion w porównaniu ze zwykłym Polo wyposażona jest między innymi w specjalne nakładki na progi, spojler na tylnej klapie oraz przemodelowany przedni zderzak. Wszystkie te zmiany dają efekt nie tylko w postaci zmniejszenia oporów powietrza podczas jazdy, a co za tym idzie - mniejszego zużycia paliwa, ale sprawiają także, że auto wygląda zadziornie, jakby pod jego maską pracował co najmniej stukilkudziesięciokonny silnik. Dla niewprawnego fana motoryzacji z daleka Polo BlueMotion może zostać pomylone z najmocniejszą odmianą "malucha" z Wolfsburga Polo GTI. Jedyne, co zdradza mało sportowy charakter samochodu, to dźwięk, który usłyszymy zaraz po odpaleniu auta, ale o tym potem. Czy zatem ekologiczny Volkswagen jest z wyglądu nudny? Z pewnością nie.
Zajrzyjmy do wnętrza naszego testowego samochodu. Każdy fan (i nie tylko) Volkswagena odnajdzie się w nim bez problemu. Jakość zastosowanych plastików, ich spasowanie oraz ergonomia są na dobrym poziomie. Tym, co wyróżnia wewnątrz wersje "eko-" od innych "polówek", jest między innymi błękitne (a jakże, użycie wyrazu "blue" w nazwie zobowiązuje) poszycie wnętrza foteli oraz system start & stop. System ten działa bardzo łagodnie, a ponowne uruchomienie silnika po naciśnięciu pedału sprzęgła następuje szybko i sprawnie. Kolejną rzeczą, która spodobała mi się we wnętrzu nowego Polo, jest system podpowiadający, na którym biegu w danym momencie powinniśmy jechać, by poruszać się najefektywniej. Pewnie pomyślicie, że to rozwiązanie każe nam zmieniać biegi przy 2 tys. obrotów, tak aby spalanie było jak najniższe. Nie jest to do końca prawdą, ponieważ komputer pokładowy sugeruje nam zmianę biegu na wyższy w zależności od naszego stylu jazdy. Jeśli powoli się rozpędzamy, delikatnie wciskając pedał gazu, nasz elektroniczny pomocnik zasugeruje zmianę biegu na wyższy już przy 2 tys. obrotów. Jednak jeśli wciskamy pedał gazu mocno w podłogę, komputer podpowiada, by zmienić bieg przy 4 tys. obrotów.
Czy wobec tego we wnętrzu Polo jest nudno i ekologicznie, czy może znajdziemy w nim także jakieś emocje? We wnętrzu Polo jest jak w typowym Volkswagenie. Według jednych jest tu nudno, drudzy będą zachwyceni ergonomią czy jakością materiałów, która przypomina raczej auta klasy wyższej niż konkurentów z tego segmentu.
Przejdźmy teraz do układu napędowego. Jak wspominałem na początku, wygląd zewnętrzny Polo BlueMotion sugeruje, jakoby pod maską auta pracował jakiś mocny silnik turbo. Co prawda turbinę pod przednią klapą znajdziemy, ale wspomaga ona pracę silnika z 3 cylindrami i 1,2 l pojemności. 75 KM oraz 180 Nm momentu obrotowego nie robią chyba na nikim wrażenia. Subiektywne odczucia dotyczące osiągów są jak najbardziej pozytywne, co po części jest spowodowane sprytnym wyskalowaniem prędkościomierza. Od 0 do 40 km/h licznik wyskalowany jest co 10, a nie jak w większości samochodów co 20 km/h. Taki zabieg sprawia, że wskazówka dość szybko pnie się w górę. Dane fabryczne mówią o 13,5 s potrzebnych na rozpędzenie się od 0 do 100 km/h. Jak na auto miejskie są to wystarczające wartości, chociaż jeśli chcemy korzystać z maksymalnych przyspieszeń oraz elastyczności silnika, trzeba często zmieniać biegi i nie schodzić poniżej 2 tys. obrotów. Aby zmniejszyć zużycie paliwa, biegi zostały wydłużone, a piątka ma charakter nadbiegu - po jej wbiciu nie dzieje się nic, jak w polskim filmie.
Na koniec zostawiłem to, co najważniejsze, mianowicie spalanie. Deklarowane przez producenta 3,4 l na 100 km to wynik jak najbardziej osiągalny, pod warunkiem że wybierzemy się w trasę, podczas której nie będziemy zmuszeni do nagłych hamowań i przyspieszeń, a średnia prędkość podróżna będzie oscylowała w granicach 80 km/h. W korkach auto zadowoli się ilością paliwa na poziomie 5,0 - 5,5 l na 100 km. Przy ostrej jeździe komputer pokładowy nie chciał pokazać większego średniego spalania niż 6,3 l.
Reasumując, Volkswagen Polo BlueMotion niewątpliwie jest oszczędnym i ekologicznym autem. Czy jest również samochodem emocjonującym? Z wyglądu nie można mu nic zarzucić, jednak typowe dla Volkswagena wnętrze, spokojny silnik oraz cena, wyższa od standardowego Polo o 6 tys. zł, sprawiają, że mimo szczerych chęci odpowiedź na zadane pytanie brzmi: "Nie". Nie zmienia to faktu, że Polo BlueMotion jest udanym samochodem i mogę go szczerze polecić osobom, dla których "eko-" liczy się bardziej niż "emocje".
Tekst i foto: Paweł Kaczor
