Maciek Kalkosiński [19.07.2010]
Wielki Test: Chevrolet Captiva na Mazurach
Po paru tysiącach kilometrów spędzonych za kierownicą Cruze'ów przesiadamy się teraz w coś większego. Z okazji rozpoczęcia sezonu urlopowego postanowiłem spędzić trochę czasu z Captivą, która wydaje się idealnym rozwiązaniem dla osób lubiących aktywnie spędzać czas.
Na pierwszą dłuższą wycieczkę zabrałem samochód z 2-litrowym dieslem, manualną skrzynią biegów i napędem na cztery koła. Kierunek: Mazury.
Testowane auto ma siedem miejsc siedzących. Jeśli jednak nie korzystamy z ostatnich foteli, można je szybko złożyć, uzyskując płaską podłogę i pokaźną ilość miejsca na bagaż (w przypadku podróżowania w siedem osób z tyłu pozostaje tylko 85 l wolnej przestrzeni). A jeśli to nie wystarczy, do dyspozycji są jeszcze seryjne relingi dachowe, na których można zamocować dodatkowy bagaż lub sprzęt sportowy.
Wnętrze Captivy zapewnia odpowiednie warunki do dłuższych podróży. Miejsca jest pod dostatkiem, a fotele są całkiem wygodne. Narzekać nie można też na jakość wykończenia i wyposażenie. Plastiki są niezłej jakości, skóra na fotelach również, a fabryczny zestaw multimedialny ma dokładną nawigację i umożliwia oglądanie filmów (wgranych na dysk lub kartę SD) w trakcie jazdy.
150-konny diesel współpracujący z manualna skrzynią biegów zapewnia zadowalające osiągi. Aby jeździć dynamicznie, trzeba dosyć często sięgać do lewarka skrzyni biegów (poniżej 2 tys. obrotów silnik nie ma ochoty do przyspieszania), ale jeśli się odpowiednio postaramy, możemy osiągnąć 100 km/h w około 11 s i rozpędzić się do 180 km/h. Captiva najlepiej czuje się jednak podczas spokojniejszej jazdy. Gdy utrzymujemy równe prędkości w okolicach 100-120 km/h, możemy liczyć na bardzo rozsądne jak na SUV-a spalanie, wynoszące około 8 l na 100 km. Gdy zaczniemy jechać dynamiczniej lub szybciej, za normę musimy przyjąć spalanie na poziomie około 9-10 l na 100 km - zarówno w mieście, jak i na trasie.
Na mazurskich trasach dało się dostrzec dwa największe mankamenty Captivy - twarde zawieszenie i dający przeciętne wyczucie drogi układ kierowniczy. Odbierają one sporo przyjemności z jazdy po krętych, ale i dziurawych, mazurskich szlakach. Z jednej strony zawieszenie pozwoliłoby na szybsza jazdę w zakrętach, bo samochód nie przechla się i stabilnie wpisuje się w łuk, ale układ kierowniczy nie pozwala na jego precyzyjne sterowanie. Z drugiej strony, gdy jedziemy spokojnie, dają się we znaki wibracje i tłuczenia od wszechobecnych dziur. Nie są to jednak wady na tyle poważne, żeby nie dało się ich jakoś przecierpieć.
Pozytywnie w wypadku Captivy wypada cennik. Włścicielem testowanego auta (ze 150-konnym dieslem, siedmioma miejscami, skórą i napędem 4x4) można stać się za 110 tys. zł.
