Krzysztof Kartasiński [12.07.2010]
Wielki test: Chevrolet Cruze na trasie
Ostatnim razem opisaliśmy techniczne aspekty Cruze'a, natomiast dziś chcielibyśmy skupić się na subiektywnych odczuciach podczas jazdy. Aby przyjrzeć się bliżej testowanym autu, wybrałem się nim w kilkudziesięciokilometrową podróż za miasto.
Pierwsze kilometry przejeżdżam dość spokojnie, czekając, aż silnik osiągnie odpowiednią temperaturę. To niezbyt lubiane przeze mnie chwile. Pracujący pod maską diesel wydaje z siebie wtedy dokuczliwy klekot. Na szczęście po kilkunastu minutach motor cichnie, a w kabinie słychać już tylko miły dla ucha pomruk, który nie staje się uciążliwy nawet wtedy, gdy motor wkręcamy na wysokie obroty, ale o tym zaraz. Gdy toczę się leniwie krajową dwójką, 90 km/h na piątym biegu, komputer pokazuje spalanie około 5,5 l na 100 km, co trzeba uznać za bardzo dobry wynik. Biorąc pod uwagę fakt, że w baku Chevy'ego mieści się 60 l oleju napędowego, zatankowanym pod korek Cruze'em teoretycznie możemy przejechać dystans nawet 1200 km. Nie mam jednak zamiaru tego sprawdzać i zmieniam styl jazdy na bliższy mojej naturze.
Przy prędkości 90 km/h redukuję bieg do czwórki. Obroty silnika wzrastają do około 2 tys., czyli zgodnie z przebiegiem krzywej momentu obrotowego osiągany jest maksymalny moment, wynoszący 320 Nm. Samochód staje się dynamiczny, od razu reaguje na każde dotknięcie pedału gazu, wyrywając do przodu jak auto sportowe. Wyprzedzanie na 4. biegu nawet kolumny samochodów to dla Chevy'ego bułka z masłem. Co prawda taka charakterystyka silnika wymaga przyzwyczajenia, ale kierowcom ze sportową żyłką na pewno się spodoba. Biegi mają odpowiednie długości przełożeń, może z wyjątkiem piątki, która jest trochę za długa. Za to największe wrażenie robi czwórka, którą można wrzucić przy 60 km/h i rozpędzić się do 185 km/h. Na piątce można osiągnąć 210 km/h. Cruze'em należy jednak jeździć ostrożnie. Co prawda zawieszenie ma odpowiednią sztywność, ale układ kierowniczy działa z za małym oporem, przez co nie zawsze czujemy, co dzieje się z kołami.
Ważnym aspektem podczas długich podróży jest wygoda i komfort. Te w Chevrolecie są na niezłym poziomie. Ilość miejsca nie ogranicza ruchów, a twarde fotele, które wydają się niezbyt przyjemne, gdy pierwszy raz na nich siadamy, w długiej podróży sprawiają, że nie odczuwamy zmęczenia. Jednak z twardością przesadzili projektanci tylnej kanapy, na której siedzi się jak na drewnianej ławce. Reszta wydaje się bez zarzutu. Dobrze wyciszone wnętrze gwarantuje, że dojedziemy do celu wypoczęci. Ale jest jeszcze jedna rzecz, która irytowała mnie podczas jazdy w dzień - podświetlenie środkowego kokpitu. I nie chodzi mi wcale o seledynowy kolor, który powodował u mnie nudności, ale o intensywność podświetlenia przycisków, a właściwie jej brak. Za dnia trzeba naprawdę mocno wyostrzyć wzrok, by dostrzec kontrolkę informującą o tym, czy klimatyzacja jest włączona, czy nie. Swoją drogą, jej wydajność też pozostawiała sporo do życzenia.
Na koniec zajrzymy do bagażnika. Cruze z pojemnością 460 l nie jest rekordzistą w swojej klasie, a jego niezbyt regularne kształty mogą spowodować, że podczas upychania wszystkich toreb na kilkudniowy wyjazd z rodziną będziemy musieli się trochę nagimnastykować. Przestrzeń zabierają zawiasy pokrywy, które podczas zamykania mogą być blokowane przez zapakowane torby. Bagażnik więc do codziennej eksploatacji będzie wystarczający, ale na dłuższe wyjazdy może nie wystarczyć.
Podsumowując: Chevrolet Cruze to dopracowane pod kątem jazdy i komfortu auto. Wyposażone w 2-litrowego diesla okazuje się nad wyraz dynamiczne i jednocześnie oszczędne. Osobiście jestem pozytywnie zaskoczony nowym produktem General Motors. Życzę więc sobie i producentowi, aby każdy kolejny samochód był równie dobry bądź jeszcze lepszy.
